Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Optymiści nie są optymistami

1 lipca 2018

Czy pesymizm dotyczący strefy euro jest przesadzony, jak to argumentował w ubiegłym tygodniu Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego?

Z jakim rodzajem odrodzenia, o ile w ogóle, mamy do czynienia?

W pierwszej połowie 2010 roku strefa euro cieszyła się nominalnymi, krótkoterminowymi stopami procentowymi bliskimi zera, dużym spadkiem kursu euro do dolara i ekspansywną polityką fiskalną. Te trzy czynniki przyczyniły się do niedawnego wzrostu zamówień w przemyśle Niemiec. Wraz z wejściem w drugą połowę tego roku dwa z tych trzech czynników ulegają zmianie. Przede wszystkim obserwujemy motywowane politycznie zaostrzenie polityki monetarnej. Trichet myli się, twierdząc, że wzrost stóp procentowych nie ma nic wspólnego ze stanowiskiem monetarnym EBC.

Gdybyśmy znajdowali się na początku zwykłego cyklu ożywienia gospodarczego, połączenie reakcji z dziedziny polityki fiskalnej i monetarnej byłoby racjonalne. Jednak biorąc pod uwagę głębokość ostatniej zapaści gospodarczej i nieustępliwość kryzysu finansowego, myślę że rozsądniej byłoby wstrzymać się z wygaszeniem środków monetarnych i fiskalnych do czasu, aż ożywienie będzie oparte na solidnych podstawach.

Nie oczekuję jednak, że konsolidacja fiskalna doprowadzi do drugiej fali recesji. To, czego się obawiam, to że strefa euro może skończyć z niską dynamiką wzrostu na dość długi czas.

Jaka jest więc najistotniejsza różnica pomiędzy optymistami a pesymistami? Pesymiści uważają, że silne ożywienie gospodarcze jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę utrzymujące się napięcia finansowe i delewarowanie sektora publicznego i prywatnego w całym świecie uprzemysłowionym. Optymiści dzielą się na dwie grupy. Są tacy, którzy nie potrafią dodać globalnych bilansów prywatnych, publicznych i zagranicznych, które z definicji muszą się zerować.

Są też optymiści racjonalni, których oczekiwania dotyczące odrodzenia popytu w sektorze prywatnym muszą się z konieczności opierać na założeniu powrotu jeszcze większych nierównowag w globalnej gospodarce niż przed kryzysem. Pesymiści będą argumentować, że globalny wzrost popytu nie będzie na tyle silny, by wesprzeć trwałe odrodzenie w strefie euro. Nawet racjonalni optymiści, którzy wierzą, że jest to możliwe, dojdą zapewne do wniosku, że te nierównowagi są nie do utrzymania i mogą kiedyś wywołać kolejny kryzys gospodarczy.

Jeżeli ta analiza jest poprawna, to mamy do czynienia z debatą pomiędzy pesymistami, którzy niepokoją się o dłuższą perspektywę, a optymistami, którzy tak naprawdę nimi nie są. Innymi słowy: na optymistów, którzy spoglądaliby poza bardzo krótki horyzont czasowy, przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Tłum. tk

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Wolfgang Muenchau

publicysta "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.