Stołeczny tramwaj zżarty korupcją
Ktoś wziął pieniądze za to, że od lat jeździmy w Warszawie takimi, a nie innymi tramwajami. Chyba nigdy nie dowiemy się kto. W tamtych czasach teoria, że korupcja może być OK, miała swoich zwolenników. Uważali oni, że najważniejszy jest rozwój i postęp. A jeśli ktoś zarobi pod stołem, to nic złego. Ci, którzy wówczas piętnowali korupcję, byli traktowani niemal jak wariaci.
Pewnie gdyby zrobić dzisiaj badania, więcej byłoby zwolenników teorii, że w tamtych latach w Warszawie korumpowano wysokich urzędników, niż tej, że stolica wówczas rozkwitała wspaniałymi inwestycjami. I pewnie niewielu byłoby za tym, by dać spokój szukaniu ówczesnych łapówkarzy. Tyle że nawet zastosowanie nadzwyczajnych środków, jak powołanie międzynarodowych grup śledczych, daje mierne efekty. A wśród tych, którzy dawali i brali, panuje zmowa milczenia.
I tylko zostaje nadzieja, że dziś jest już inaczej. Nie tylko dlatego, że służby są szczególnie wyczulone na korupcję i zawsze mogą wywęszyć nieczyste negocjacje. Także dlatego, że zmieniła się mentalność wielu z nas. W tym polityków, którzy już nie czują się bezkarni. I że duża kasa nie chodzi już pod szczelnym stołem. I nie zasila tajnych kont.
@RY1@i02/2010/108/i02.2010.108.000.002d.001.jpg@RY2@
Mikołaj Wójcik
Mikołaj Wójcik
mikolaj.wojcik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu