Wojna na dole
Nie mam dostatecznego powodu, by nie wierzyć, że na pewien - w każdym razie - czas przygaśnie wojna na górze, ale mimo szlachetnych deklaracji przywódcy PiS nie zniknie wojna na dole, którą wywołano w 2005 r. Zapewne podglebie dla tej wojny było już wcześniej gotowe, ale raz wywołana trwa nadal i potrwa długo. Jakie są jej przejawy i na czym polegają dolegliwości, jakie powoduje?
Na uniwersytecie, gdzie powinna panować wolna i pełna życzliwości atmosfera, spotykam znajomych, którzy nawet nie skrzywią ust w uśmiechu w moim kierunku, bo byłem przeciwko lustracji takiej, jaką wymyśliło PiS. Kiedy widzę w telewizji lub słyszę kolegów publicystów, a nawet profesorów, nazwisk nie warto wymieniać, nie ma we mnie ani śladu dobrych uczuć, a tylko przeciwne. Kiedy spotykam członków rodziny lub kuzynów, to dla świętego spokoju nie poruszam tematów z życia publicznego, ale wszyscy wiemy, że nie tylko różnimy się w poglądach, ale wręcz jesteśmy sobie głęboko obcy. Kiedy wreszcie słyszę w II programie radia wypowiedzi obcych mi ludzi, z których wieje ton nienawiści do wszystkich, którzy nie są z nimi, to wyłączam radio.
A przecież ja tego nie chciałem, podobnie jak nie chciały tego miliony obywateli. Wcale nie różniliśmy się aż tak bardzo. Owszem, nigdy nie lubiłem oportunistów z byłej PZPR i ubeków, ale kto ich lubił? Owszem, wojna na górze wywołana przez Lecha Wałęsę była błędem, ale jakie to ma dzisiaj znaczenie? Ta podskórna obcość, by nie powiedzieć nienawiść, jest czymś poważniejszym i żal mi, że i ja padłem jej ofiarą. Tego, póki istnieje Radio Maryja, póki są działacze PiS, na chwilę pochowani, ale wciąż pełni energii, nie da się usunąć. Wojna polsko-polska podzieliła społeczeństwo bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę, i kilka słodkich apeli (nawet jeżeli traktować je poważnie) tego nie zmieni.
Oddzieleni jesteśmy murem, który zbudowany jest z odmiennego pojmowania patriotyzmu, z odruchowo pozytywnego, a nie negatywnego stosunku do innych ludzi, z przekonania, że Europa to nasza wspólna sprawa, a nie interes gospodarczy, którego uniknąć się nie da. Jesteśmy oddzieleni przez słowa takie jak: kosmopolityzm, spisek, intelektualiści, salony, a niestety także przez pojmowanie podstawowych symboli religijnych oraz - co gorsza - roli duchowych opiekunów naszego świata. Oddzieliła nas także wizja Matki Boskiej i form religijności. Oddzielił nas sposób traktowania polityki i obyczajów publicznych przez Kościół, oddzielił nas sam Kościół, który nie potrafi nawet próbować łączyć.
Nie należy się łudzić, to są podziały na lata czy dziesięciolecia i tylko łaskawy czas, który zapędzi nas do grobów, powoli te podziały osłabi. Nie umiem niestety nie pamiętać, nie umiem zapominać, chociaż chciałbym wybaczać, ale wtedy, kiedy mnie chociaż jednym słowem o wybaczenia ktokolwiek poprosi. Nie potrafię darować wstydu i strachu, może nie jestem wspaniałomyślny, ale można być wspaniałomyślnym wobec poszczególnych ludzi w konkretnych okolicznościach, a nie wobec partii politycznych. Mnie już nikt na uśmiechy nie nabierze, a widok podejrzanych bez podstaw prowadzonych na czworakach w kajdankach został mi na zawsze w pamięci.
Nie udawajmy zatem. Lepiej zrobić mały krok naprzód, niż udawać, że wszystko wróciło do stanu bezbrzeżnej braterskiej miłości Polaków z Polakami. A ten mały krok mógłby polegać na tym, by w kilku sprawach zgodzić się na to, że się popełniło błąd. Dla mnie takim problemem, który przesądzi, czy uwierzę w ślad dobrych intencji, jest sprawa publicznego radia i telewizji. Każdy widzi, do jak skandalicznego stanu doprowadzono te instytucje. Teraz jest okazja zacząć je naprawiać. Ten, kto powie, że to gra partyjna, może i będzie miał rację, ale niech się wzniesie ponad ten poziom i przyzna, że z tą tragedią trzeba sobie razem poradzić. Czy opozycja podoła wyzwaniu? Oto prawdziwy sprawdzian polsko-polskiej miłości.
@RY1@i02/2010/106/i02.2010.106.000.015c.001.jpg@RY2@
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu