Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Los komentatora

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Wszystkie poniższe krytyczne uwagi mam czelność formułować, gdyż dotyczą także mnie, skoro bywam o komentarze proszony. Otóż od półtora miesiąca komentatorzy znaleźli się w gorszej sytuacji niż kiedykolwiek, chociaż pokazuje to tylko, jak marna jest w czasach emocji i mass mediów rola komentatora i jak niewiele mądrego może on powiedzieć.

Przez dwa tygodnie kilkanaście razy pytano mnie, czy jedność narodowa, jaka powstała (podobno) po tragedii 10 kwietnia, przetrwa na długo. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, bo z jednej strony byłem przekonany, że nie przetrwa, z drugiej miałem nadzieję, że trochę przetrwa, a z trzeciej - że jej w ogóle nie było. W podobnej sytuacji byli wszyscy i ciągle z ust lub piór skądinąd inteligentnych ludzi słyszałem takie odpowiedzi jak powyższa. Do tego wszyscy się zgadzali, że ton kampanii wyborczej będzie w tej sytuacji spokojny i poważny, co było do przewidzenia i nie wymagało talentów komentatorskich. Może nieco odwagi wymagało odrzucenie spiskowych teorii, ale było to i jest oczywiste, że pogoda, błąd człowieka, stan lotniska wystarczą za wyjaśnienia.

Potem była chwila oddechu, ale ponieważ kandydaci prawie nic nie mówili w sprawie prezydentury, więc oceniano ich niemówienie i starano się dostrzec, czy aby nie popełnili błędów. A skoro nie popełnili błędów, to pozostało rozpatrywanie tego, kto jest bardziej empatyczny - prof. Bralczyk lubi to słowo - ale doprawdy nie wiem, po co ewentualny prezydent miałby być empatyczny. Toż szefa kraju wybieramy, a nie psychoterapeutę.

Wtedy przyszła powódź i zaczęto analizować zachowania kandydatów z tego punktu widzenia. Jak się kto ubiera i jakich słów używa. Jeden z komentatorów TVN 24 zauważył, że Jarosław Kaczyński 22 maja trzy razy wymienił słowo "hojność", co stanowiło podkreślenie idei hojności. Zgadzam się: jak się powie coś trzy razy, to nie to samo co raz. Ale cała ta niedola komentatorów ukazuje zjawisko o wiele poważniejsze.

Otóż w naszych czasach polityka przybiera formy teatralno-emocjonalne, co sprawia, że to raczej krytycy teatralni powinni komentować, a nie specjaliści od polityki. Polityki nie ma praktycznie w ogóle, a szczególna sytuacja Polski w ostatnich tygodniach doprowadziła niemal do jej zaniknięcia. Nawet nie można ocenić działań rządu, bo cokolwiek będzie wiadomo, dopiero kiedy przyjdzie pora na odbudowę, a to się zapowiada na miesiące, jak nie na lata.

Co zatem czynić? Jak komentator może uratować swoje miejsce pracy i zarazem pomóc ludziom? O czym może ich poinformować lub w czym pomóc? Wydaje się, że w tej sytuacji najciekawsze są informacje z innych krajów dotyczące tego, jaką rolę odgrywają tam prezydenci, a także informacje dotyczące tego, czy i który z kandydatów ma więcej pomysłów na inicjatywę ustawodawczą. Rola prezydenta w krajach, w których jest on słaby, jest mało interesująca, ale tam gdzie jest mocny - tam warto zwrócić uwagę na szczególny układ w ramach władzy wykonawczej i jej relacje z władzą ustawodawczą. Silny przecież prezydent Stanów Zjednoczonych ma ogromne kłopoty z przeforsowaniem swoich projektów przez Kongres. Czy jest to wzór godny naśladowania? Nie wiem, ale na pewno warto się nad tym zastanowić. Generalnie zaś, skoro jesteśmy w tak trudnej sytuacji, że musimy wybierać ludzi, a nie poglądy, bo nie ma kiedy i jak ich zaprezentować, to zachęcajmy komentatorów do tego, żeby nie rozważali wyglądu i poziomu empatii kandydata, lecz oświetlali nas co do tego, jakie są potencjalne konsekwencje naszych decyzji, a zwłaszcza, jakie byłyby w normalnej sytuacji, do której wcześniej czy później na pewno wrócimy.

@RY1@i02/2010/101/i02.2010.101.000.016b.001.jpg@RY2@

Marcin Król

Marcin Król

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.