Trzy lata bezpieczeństwa
Unijny pakiet pomocowy zmienia rokowania dla przyszłości strefy euro na dwa sposoby. Zmniejsza prawdopodobieństwo jej upadku w ciągu najbliższych trzech lat, ale jednocześnie podnosi ryzyko takiego scenariusza w perspektywie dekady.
Jeśli założyć, tak jak czynią to Francuzi, że winą za kryzys należy obarczyć spekulantów walutowych, wówczas wart 440 mld euro mechanizm stabilizacji może załatwić sprawę. Ale gdyby przyjąć punkt widzenia Niemców, że u podłoża kryzysu tkwi fiskalna rozrzutność, logiczniejszym rozwiązaniem byłoby narzucenie surowszej dyscypliny w ramach paktu na rzecz stabilności i wzrostu.
Ani Niemcy, ani Francuzi nie mają racji. Strefa euro nigdy nie została zaatakowana przez spekulantów. W rzeczywistości inwestorzy stracili zaufanie do systemu. I o ile źródłem problemów Grecji była rozrzutność państwa, o tyle w Portugalii czy Hiszpanii miała miejsce fatalna kombinacja zaburzeń w funkcjonowaniu rynku pracy oraz potężnego zadłużenia sektora prywatnego.
Tym, co czyni walkę z kryzysem na Półwyspie Iberyjskim tak trudną, jest konieczność jednoczesnego ograniczenia zadłużenia oraz zwiększenia konkurencyjności. Jeśli do toksycznej mieszanki długu z deflacją dodać zacieśnienie polityki fiskalnej, mamy receptę na samonapędzający się kryzys, zwłaszcza przy braku reform strukturalnych.
Tak więc, gdy unijny program gwarancji kredytowych zakończy się za trzy lata, ta sama kombinacja czynników wciąż będzie funkcjonowała. Sytuacja gospodarcza Hiszpanii i Portugalii będzie się pogarszać. I nawet gdy grecki plan drakońskich oszczędności zostanie wcielony w życie, prawdopodobnie kraj ten i tak nie ucieknie od restrukturyzacji swego zadłużenia.
Czas nagli, a żadna z proponowanych reform rządowych nawet nie stara się dostarczyć odpowiedzi na pytania, w jaki sposób Hiszpania ma zamiar wydostać się z dołka i jak należy zasypać przepaść w konkurencyjności pomiędzy północą a południem strefy euro.
Dotyczy to także propozycji wysuniętej przez Komisję Europejską. Zawiera ona kilka dobrych pomysłów. Jednak przykłada się tam zbyt wielką wagę do polityki fiskalnej, podczas gdy kwestia wzrostu gospodarczego potraktowana została w sposób drugorzędny.
Tym, czego potrzebuje strefa euro, jest wzrost krajowej konsumpcji w krajach północnych, a zwłaszcza w Niemczech, oraz reformy rynków pracy i produkcji na południu, głównie w Hiszpanii. Wszystko to powinno zostać wprowadzone w życie, by zaczęło przynosić efekty wtedy, gdy unijny program wsparcia się zakończy, tj. w 2013. Tymczasem Niemcy nadal blokują próby ograniczenia nadwyżki na rachunku obrotów bieżących, zaś Zapatero stawia na cięcia wydatków, by uniknąć bardziej ryzykownych z punktu widzenia elektoratu reform rynku pracy.
Po zapoznaniu się ze szczegółami pakietu za ironię uznałem fakt, że dla ratowania strefy euro powołano spółkę celową, biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z tymi toksycznymi strukturami. Jeśli się jednak nad tym zastanowić, jest to idealne rozwiązanie, gdy celem nadrzędnym jest brak jasności i przejrzystości. Kiedy opadnie mgła, dostrzeżemy, że pomimo efektownego parasola ochronnego niewiele się zmieniło.
tłum. M.R.
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Wolfgang Muenchau
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu