Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

O sile więzi

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Słyszymy, w związku z wątpliwą przyjemnością płacenia podatku, wezwania do oddawania 1 procentu dla fundacji i podobnych instytucji.

Naturalnie trzeba to robić. Jednak przy tej okazji (i nie tylko) powraca postulat rozwijania społeczeństwa obywatelskiego. Nawet wzywają do tego prezydenci Janukowycz i Miedwiediew. Mam jednak wątpliwości, czy nie lepiej byłoby po prostu rozwijać społeczeństwo demokratyczne, zwłaszcza na poziomie lokalnym, niż ciągle głosić teorię społeczeństwa obywatelskiego.

W Polsce, a także w innych postkomunistycznych krajach, pojęcie społeczeństwa obywatelskiego oznaczało budowanie więzi społecznych obok lub przeciw państwu. Tak było co najmniej do 1989 roku, ale podobnie myślimy do dzisiaj. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że przejęliśmy jedną z wizji społeczeństwa obywatelskiego, a mianowicie wizję heglowską. Według Hegla - i dlatego niektórzy uważają go za liberała - ludzie na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, czyli handlu, szkolnictwa, sądów i podobnych instytucji, powinni działać swobodnie, natomiast na poziomie państwa, poziomie wyższym, wchodzi do gry polityka, która już nie jest przedmiotem powszechnej aktywności publicznej.

Nie twierdzę, że dosłownie realizujemy wzór heglowski, ale kiedy słyszę o rozwijaniu społeczeństwa obywatelskiego, mam nieodparte poczucie, że chodzi o działalność całkowicie odrębną od sfery państwowej, politycznej, a nawet czasem sferę polityczną zastępującą. Na skutek tego sfera polityczna staje się czymś gorszym, a wspólne działanie ludzi dla dobra innych ludzi czy też - na przykład - przyrody, czymś lepszym. Rozwijając społeczeństwo obywatelskie, nie brudzimy sobie rąk, a w polityce, jak sądzimy, jest to do pewnego stopnia nieuchronne.

Nie neguję wartości działań określanych wspólnym mianem społeczeństwa obywatelskiego, ale uważam, że sfera polityczna jest znacznie ważniejsza i nie powinniśmy przeciwstawiać społeczeństwa obywatelskiego polityce, bo to prowadzi do lekceważenia polityki, i to w demokracji. A przecież demokracja to, filozoficznie rzecz biorąc, właśnie jedno wielkie społeczeństwo obywatelskie. Po to powstała demokracja, ustrój niezmiernie ryzykowny, byśmy my sami decydowali o swoim losie. Wiemy, że w wielkich demokracjach współczesnych nasze decydowanie o polityce państwa czy ponadpaństwowych organizacji jest ogromnie ograniczone, ale teoretycznie nasz głos decyduje. Natomiast na wszystkich poziomach lokalnych demokracja mogłaby funkcjonować znakomicie, gdyby nie podlegała nieustannej deprecjacji i gdyby nie było tak niewielu jej obrońców.

Wynika to z naszej rezygnacji z udziału w procesach demokratycznych i powszechnego przekonania, że państwo powinno wszystko za nas załatwić, a jeżeli nie państwo, to agendy samorządu lokalnego, które zresztą traktujemy w istocie jak instytucje państwowe, zapominając o tym, że pochodzą z naszego bezpośredniego wyboru i że nasz wpływ na nie jest - teoretycznie - kolosalny. Budowanie społeczeństwa obywatelskiego nie szkodzi, ale kształtowanie aktywnych postaw demokratycznych jest niezbędne, jeżeli demokracja jako ustrój ma w ogóle przetrwać. Jeżeli bowiem demokracja zostanie sprowadzona do wyborczej arytmetyki, to powoli umrze śmiercią naturalną, a strach myśleć, co pojawi się na jej miejsce.

Przepraszam, że tak często powołuję się na Alexisa de Tocquevillea, ale też nikt nie opisał istoty demokracji tak znakomicie. To, co Tocqueville dostrzega jako silne strony demokracji, czyli wpływ na życie lokalne, wielość prasy i zróżnicowanie informacji oraz nadzór prasy nad polityką, obyczaje demokratyczne polegające między innymi na odruchowym zainteresowaniu tym, co się wokół nas dzieje, nie straciło aktualności. Wiem, że budowanie obyczajów demokratycznych to proces powolny i napotykający na wiele kłopotów, ale na tym powinniśmy się skupić. Budujmy również społeczeństwo obywatelskie, ale pamiętajmy, żeby politykę demokratyczną stawiać na pierwszym miejscu.

@RY1@i02/2010/067/i02.2010.067.000.017c.001.jpg@RY2@

Marcin Król

Marcin Król

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.