Rodem z Młynarskiego
Ministerstwo Zdrowia znów zastanawia się nad wprowadzaniem w życie rozwiązań rodem z epoki słusznie minionej. Tym razem los padł na szkoły rodzenia.
Najwyraźniej w gmachu przy ul. Miodowej Ewa Kopacz i jej urzędnicy mają za dużo czasu. Bo tylko wtedy, jak mawiała moja babcia, człowiekowi do głowy przychodzą głupie pomysły. Rzadko kiedy pomysł urzędnika, by wprowadzać nowe regulacje, zamiast je znosić, można zakwalifikować jako niegłupi.
Jeszcze gdyby wraz z rozwojem szkół rodzenia faktycznie powstawały jakieś patologie. Rozumiem, trzeba się za nie wziąć. Ale jest wręcz przeciwnie. Więcej - w tym samym czasie w miejscach, w których patologie związane z ochroną zdrowia kwitną, nie dzieje się nic.
I w resorcie zdrowia wiele spraw wydaje się toczyć jak w scenariuszu piosenki Wojciecha Młynarskiego. "Czasem facetów, żeby mieć spokój, ktoś tam przerzuci, do jakieś sprawy, co jest na oko nie do popsucia". Refren tej piosenki zna chyba każdy. I tylko szkoda, że te kilka słów wystarczy, by podsumować przeróżne inicjatywy resortu zdrowia. Co by tu jeszcze panowie, co by tu jeszcze...
@RY1@i02/2010/060/i02.2010.060.000.002c.001.jpg@RY2@
Mikołaj Wójcik
Mikołaj Wójcik
mikolaj.wojcik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu