Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Chybiony ruchomy panteon chopinistyki

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Gwiazdorska obsada siedmiodniowej fety urodzinowej wykluczyła możliwość niespodzianek. Nie zabrakło natomiast sporych rozczarowań. Czy na pewno warto przedkładać medialne pewniaki nad twórcze ryzyko?

W poniedziałkowym koncercie galowym udział wzięło aż trzech laureatów Konkursu Chopinowskiego. Szkoda jednak, że z całego składu tylko Garrick Ohlsson zrobił jednoznacznie pozytywne wrażenie. W koncercie e-moll op. 11 Amerykanin ujął jak zwykle prawdziwie młodzieńczą energią i spontanicznością oraz warsztatową rzetelnością, choć jego interpretacji trudno było przypisać szczególną głębię.

Walor świeżości zatraciła gra Li Yundi, warszawskiego debiutanta z 2000 roku. Pianistyka dwudziestoośmioletniego Chińczyka satysfakcjonowała w trzech Nokturnach - być może dlatego, że artysta promował nimi swoją nową płytę, a może po prostu są one najbliższe jego wrażliwości.

Tej samej formalnej klarowności i brzmieniowej elegancji trudno było się jednak doszukać w Andante spianato i Wielkim Polonezie Es-dur, gdzie Li Yundi dał upust niezdrowym skłonnościom do manierycznej nadekspresji oraz pustej wirtuozerii. Rówieśnik Lang Langa dawno już przegrał ze swoim krajanem i naturalnym konkurentem w dziedzinie medialnej siły przebicia, niestety coraz wyraźniej pozostaje w tyle również, jeśli chodzi o artystyczne dojrzewanie.

Z kolei co najwyżej poprawnymi określić można relacje łączące Dang Thai Sona (laureata X Konkursu) z modnym ostatnio historycznym fortepianem. Do pierwszej konfrontacji Wietnamczyka z "autentycznym brzmieniem" muzyki Chopina doszło w 2006 r. Od tamtej pory zyskał pełniejszą kontrolę nad kapryśnym brzmieniem XIX-wiecznego Erarda, pogłębił też komunikację z Orkiestrą XVIII Wieku Fransa Brueggena, jednak daleko mu jeszcze do improwizacyjnej swobody oraz kolorystycznego rozmachu, o które aż prosi się koncert f-moll op. 21.

Opozycja nominalnego "gwiazdorstwa" oraz faktycznego interpretacyjnego wizjonerstwa określiła przebieg nie tylko galowego wieczoru w Operze Narodowej, lecz całego tygodnia urodzinowego. Pomimo upływu lat wielbieni w Polsce Rafał Blechacz (22 lutego) oraz Ivo Pogorelić (23 lutego) zdają się pozostawać więźniami mitu własnej młodości. Nużąco poprawnej, nieśmiałej i konwencjonalnej w przypadku 25-letniego Polaka, narcystycznej, agresywnej i coraz bardziej zgorzkniałej, a coraz mniej pyszałkowatej u 50-letniego Chorwata. Blechacz wciąż boi się muzyki Chopina, muzyka Chopina coraz bardziej boi się psychotycznego Pogorelicia...

Wiele do myślenia daje fakt, że najciekawszymi występami tygodnia urodzinowego okazały się recitale Piotra Anderszewskiego (bez utworów Chopina) oraz Leif Ove Andsnesa (z ich skromnym udziałem) - pianistów zdecydowanie mniej medialnych, bardziej "elitarnych". Słabo nad Wisłą znany Norweg połączył genialną precyzję oraz intelektualną dyscyplinę z ekspresyjną żywiołowością i dosadnością.

Anderszewski pozostaje poetą brzmienia i szamanem czasu muzycznego: nawet słusznie zapomniane opusy Schumanna nabrały pod jego palcami hipnotycznej siły.

Starania organizatorów Roku Chopinowskiego, by uczynić z tygodnia urodzinowego ruchomy panteon współczesnej chopinistyki spełzły na niczym z bardzo prostego powodu. Sztuki najwyższych lotów nie da się przewidzieć, zaprogramować i "wyegzekwować" - ona po prostu się czasem przytrafia. Paradoksalnie rzadziej, jeśli stawia się na medialne nazwiska, które są himeryczne, mają swoje kaprysy, gorsze dni, często nie dorastają do własnej legendy, a czasami... zwyczajnie nie przyjeżdżają (główną gwiazdą Koncertu Galowego w Operze Narodowej miała być przecież Martha Argerich). Ale czy istnieje alternatywa? Owszem, czego najlepszy przykład stanowi festiwal Szalone Dni Muzyki w Nantes.

Na tegorocznej chopinowskiej edycji imprezy nie zabrakło prawdziwych wizjonerów współczesnej pianistyki, ale też zwariowanych happeningów, międzygatunkowych eksperymentów oraz jedynej w swoim rodzaju Renegade Steel Band Orchestra z Trynidadu, która wykonuje m.in. muzykę Chopina na złomie pozostawionym przez wycofujące się wojska amerykańskie. Co najważniejsze, słuchacze mogą swobodnie przemieszczać się pomiędzy rozgrywającymi się równolegle koncertami - nie ma więc miejsca na nudę, rozczarowanie oraz pusty kult medialnych gwiazd. Efekt jest imponujący: sprzedano 130 tysięcy biletów, a do kas trafiło 17 milionów euro.

W tym roku Szalone Dni Muzyki zawitają także do Polski. Importowany z Nantes trzydniowy maraton odbędzie się w połowie czerwca w gmachach Opery Narodowej i Teatru Narodowego oraz w ogromnym namiocie rozbitym u ich podnóża. A my wiemy na pewno, że Chopin nie był Francuzem. Wielka szkoda...

@RY1@i02/2010/043/i02.2010.043.000.016a.001.jpg@RY2@

Fot. Emi Music Ppland

Piotr Anderszewski

Michał Mendyk

krytyk muzyczny

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.