Gazowe perturbacje
Czy naprawdę mamy się o tym przekonać? Jak wygląda Polska i jej gospodarka w momencie, kiedy zaczyna brakować gazu? Kiedy ten niestety coraz bardziej słynny dziesiąty stopień zasilania zadziała z całą mocą?
Od paru lat koniec starego roku i początek nowego oznacza jakieś perturbacje gazowe. Właściwie można się przyzwyczaić, gdyż nigdy jeszcze nie wyniknęło z nich nic groźnego. Ale kwestia przyzwyczajenia, liczenia na to, że znowu jakoś to będzie, może okazać się zgubna. Dzisiaj, w styczniu 2010, sytuacja jest następująca: nowego kontraktu na gaz nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie, zapasy topnieją, a dostawy w tym roku będą mniejsze niż wcześniej.
Do takiej sytuacji doprowadzili ci, którzy odpowiadają za dostawy gazu do Polski. Czyli kto? No właśnie. Trzeba zauważyć, że w ostatnim jak na razie zamieszaniu z kontraktem gazowym uczestniczyło kilka ministerstw i kilka firm, przy czym z tych drugich to wcale nie PGNiG odgrywało najbardziej aktywną rolę. Wszyscy, czyli nikt, winnego w razie czego nie będzie.
Marną pociechą jest fakt, że tę zimę przetrwamy. Podczas następnej z gazem może być naprawdę potężny problem. A jeżeli nowy kontrakt zostanie do tego czasu jednak zawarty, już jest czego gratulować Gazpromowi. Takich forów w negocjacjach można tylko pozazdrościć.
@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.000.002c.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu