Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Spieprzaj, dziadu

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

W święta jak zwykle wysyłałem życzenia SMS-owe do znajomych, w tym roku napisałem taką zwrotkę:

FELIETON

"Stary rok odchodzi, chudoba i smuta,

W podartych portkach i dziurawych butach,

Nowy krzepko kroczy, ten nie będzie pościł,

Moc dutków, zdrowia oraz pomyślności".

Dla świata to nie był dobry rok. Pierwsza globalna recesja od zakończenia drugiej wojny światowej, od rozpoczęcia kryzysu finansowego ponad 60 milionów ludzi na całym świecie straciło pracę. No ale ten rok już za nami, był dziadowski i możemy go pożegnać dobrze osadzonym w naszym współczesnym słownictwie zawołaniem "spieprzaj, dziadu". Nadszedł nowy rok, lepszy, ponieważ - cytując znanego współczesnego klasyka ekonomii - wiele dobrych rzeczy dzieje się naraz.

Po pierwsze, Polacy kończą ten rok w dobrych nastrojach, generalnie zadowoleni z życia i z pracy. Grudniowy sondaż CBOS pokazuje, że Polacy oczekują dalszej poprawy swojej sytuacji materialnej oraz poprawy sytuacji gospodarczej w kraju. Jedyny element życia społecznego oceniany bardzo nisko to sytuacja polityczna, wraz z oczekiwaniami, że będzie się dalej pogarszać. Ale to nam wcale nie musi przeszkadzać, wystarczy przełączyć program w telewizji lub w radiu na inny, gdy tylko pojawi się twarz polityka, już lepiej oglądać Turbodymomana lub słuchać schludnej Jeanette Kalyty.

Po drugie, banki zmieniają swoje strategie. Przez ponad rok trzymały zaciągnięty ręczny hamulec na kredytach, w 2010 roku zaczną więcej pożyczać firmom, chociaż przeciętny Kowalski będzie się musiał nachodzić za kredytem, a pożyczka na dowód prędko nie powróci. Ale jeśli firmy będą miały łatwiejszy dostęp do kredytów, to wzrosną inwestycje i z czasem zacznie rosnąć także zatrudnienie.

Po trzecie, jedyna rzecz, którą ten rząd robi sprawnie w obszarze gospodarki i finansów, to wydawanie pieniędzy unijnych. Inwestycje w drogi, koleje, mosty, stadiony tworzą nowe miejsca pracy i podtrzymują koniunkturę. Na świecie mamy potężny kryzys branży budowlanej, a w Polsce dzięki środkom unijnym sektor budownictwa ciągle tworzy miejsca pracy, i tak będzie także w 2010 roku.

Po czwarte, złoty ciągle jest dosyć słaby, co pomaga eksporterom. W 2009 roku było silne spowolnienie wzrostu, ale przedsiębiorstwa dzięki redukcji kosztów, a eksporterzy dzięki słabemu złotemu mieli dobre wyniki finansowe netto, 60 miliardów po dziewięciu miesiącach 2009 roku wobec 63 miliardów w takim samym okresie 2008 roku. To pozwoliło na ograniczenie skali zwolnień w firmach. W 2010 roku może być różnie, są prognozy mówiące o kursie 4,50 złotego za euro, ale i takie, które wskazują na 3,50. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby złoty znacznie się umocnił, bo mogłoby to uderzyć w eksporterów i osłabić ożywienie gospodarcze. A to oznacza, że Narodowy Bank Polski musi zachować czujność i gdy będzie taka potrzeba, powinien ograniczyć skalę wahań kursu złotego do euro. Na szczęście eksporterzy mogą "liczyć na rząd", który doprowadził do tak wielkiego deficytu budżetowego - największego w historii Polski, prawie 100 miliardów złotych, czyli 7 procent PKB w 2010 roku - że sytuacja w finansach publicznych może przestraszyć inwestorów zagranicznych i silna aprecjacja złotego się nie pojawi, przynajmniej nie w tym roku. Być może jest to nawet część ukrytej strategii gospodarczej, tak dobrze ukrytej, że nikt jeszcze się na niej nie poznał.

Po piąte, u naszych głównych parterów handlowych jest przewidywane umiarkowane ożywienie gospodarcze. Jeżeli przewidywania się spełnią, to nasze firmy zwiększą eksport, a po pewnym czasie zatrudnienie.

Oczywiście są też liczne ryzyka, które mogą nam popsuć samopoczucie w 2010 roku. Największym ryzykiem są nasi rodzimi politycy, którzy mogą narobić głupstw w roku wyborczym. Może dojść do ponownego pogorszenia koniunktury na świecie, gdy rządy i banki centralne będą wycofywały się z procederu zadłużania się na kilka pokoleń do przodu i z praktyki drukowania pieniędzy na olbrzymią skalę. Może się okazać, że jakiś kraj albo kilka wpadnie w tarapaty i będzie musiał poprosić MFW o pożyczkę, co może potrząsnąć rynkami finansowymi. Ale my się tym nie musimy przejmować, postawmy po sylwestrze naszych polityków do pionu, róbmy swoje, a będzie dobrze.

@RY1@i02/2010/001/i02.2010.001.000.014b.101.jpg@RY2@

Krzysztof Rybiński, Autor jest profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

Krzysztof Rybiński

Autor jest profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.