Ani dobrze, ani śmiesznie
Muzyczna płyta to nie zawsze najlepszy prezent pod choinkę. Jeżeli chcecie uniknąć faux pas, lepiej pomińcie kilka albumów
W muzycznym salonach biją w oczy świąteczne albumy (Michael Buble, "Christmas"), absurdalne składanki ("Pure... Christmas") i płyty uczestników muzycznych show (Gienek Loska Band). Pomińcie płyty polecane przez sklepy. Lepiej zapuścić się na odległe półki. Chociaż i tam można znaleźć "perełki", których lepiej nie kłaść pod choinką nawet najmniej lubianemu kuzynowi.
Najprościej kupić płytę kogoś znanego, na przykład aktora. W ostatnich miesiącach wyrosły ich przerażające ilości. Andrzej Grabowski swoim albumem "Mam prawo... czasami... banalnie" pokazał, że Kiepski potrafi być nie tylko na ekranie. Swoimi sennymi mruczandami na płytach usypiają też Zbigniew Buczkowski, Wiktor Zborowski i Michał Żebrowski. Na widok albumu policjanta z "Ojca Mateusza" Piotra Polka ("Mój film") ucieszą się wyłącznie ci, dla których wrażenie robią wykonania zespołu programu "Jak oni śpiewają". Równie płaskie i nieciekawe muzycznie są numery na płycie Anny Dereszowskiej "Już nie zapomnisz mnie". "Sex Appeal" w jej wykonaniu jest seksowny jak Krzysztof Ibisz na siłowni. Szkoda, że wielu dobrych aktorów nie ma hamulców przed wystawianiem się na wokalne pośmiewisko.
Nie skuście się też na nazwiska znane z programów wyłapujących wokalistów. Przykład Michała Szpaka i jego płyty "XI" pokazuje, jak bezbarwna i niewnosząca nic poza wyśpiewywanymi fundamentalnymi zwrotami typu "Pretty baby, come on, pretty baby" może być telewizyjna sława.
Na półkach nie brakuje też przykładów albumów zbierających w jeden projekt kilkanaście gwiazd. To jednak tyle proste co trudne do wykonania. Album "Alex Pop Symphony Orchestra i gwiazdy" będący zapisem koncertu Alex Bandu z gościnnym udziałem m.in. Eleni, Beaty Kozidrak i Ryszarda Rynkowskiego to idealny przykład patetycznego kiczu.
Zebranie światowych gwiazd muzyki też wcale nie oznacza, że warto kupić płytę. David Guetta pokazał to albumem "Nothing But The Beat", na który zaprosił m.in. Akona, Jessie J, Jennifer Hudson, Lil Wayne’a i Chrisa Browna. Wyszedł z tego plastikowy dance dla absolutnych muzycznych ignorantów.
Gdyby Piotr Polk zaśpiewał z Guettą, a Anna Dereszowska zagrała na harmonijce u Michała Szpaka, byłoby przynajmniej zabawnie. A tak nie jest ani dobrze, ani śmiesznie. Czy chcielibyście dostać taki prezent?
@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.024b.001.jpg@RY2@
@RY1@i02/2011/248/i02.2011.248.196.024b.002.jpg@RY2@
Wojciech Przylipiak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu