Wyznania reportera prasy tabloidowej
Ci, którzy zastanawiali się, czy będą jeszcze mogli zaufać brytyjskim tabloidom, już wiedzą, że nie. Przyczyniają się do tego złożone w tym tygodniu zeznania Piersa Morgana, który wypowiadał się mętnie przed komisją badającą okoliczności afery w dzienniku "News of the World". "To dyskusyjny punkt" - stwierdził Morgan w odpowiedzi na pytanie, czy pamiętniki, które pisał przez dziesięć lat do 2004 roku jako redaktor naczelny dzienników "Mirror" i "News of the World", zawierają rzetelne informacje. Miał poważne kłopoty z pamięcią. Ton jego wypowiedzi był agresywny, a odpowiedzi wymijające.
Wcześniej przed członkami komisji zeznawała Sharon Marshall, która w "News of the World" pisała artykuły o branży show biznesowej. Podczas wystąpienia poważnie deprecjonowała wagę pamiętników swego autorstwa "Tabloid Girl". "Trochę ten wątek podkręciłam. Bawiłam się prawdą... nie należy więc brać tego zbyt dosłownie" - mówiła.
W czyje tabloidowe wspomnienia powinniśmy zatem uwierzyć? Z braku jakichkolwiek innych, godnych zaufania, proponuję własne. Jako reporter prasy tabloidowej, najpierw przez krótki czas w "Mirror", a następnie, w latach osiemdziesiątych, przez trzy lata w "Daily Mail" zajmowałem się działką morderstwa. Nie był to mój najlepszy okres, ale wiele się wówczas nauczyłem przede wszystkim od tych, z którymi pracowałem. To smutne, że prasa popularna, specjalizująca się w tropieniu afer, stoczyła się tak nisko. Tabloidy odgrywają ważną rolę, mimo pogardy, z jaką spotykają się dziś z powodu obsesji na tle celebrytów i stosowania bezprawnych metod. Nie każdy, niestety, chce czytać "Financial Times", tabloidy mogą zaś wypełniać misję zabawiania i informowania czytelników, pilnowania polityków.
Większość reporterów, których znałem w czasie pracy w tabloidach, ciężko pracowała, by dokopać się do faktów w uczciwy sposób i zachowywała przyzwoitość w stosunku do tych, których spotkała. Zazwyczaj stykaliśmy się raczej ze zwyczajnymi ludźmi przyłapanymi na niezwykłych sprawach niż z celebrytami, którzy należeli wówczas do rzadkości i zachowywali się o wiele bardziej przyjaźnie niż dziś. Moi koledzy zachowywali się w porządku. Praca była często mało poważna, a ciągły wyścig, by wyciągać nieznane i zaskakujące ludzkie historie był przyczyną stałego niepokoju, a nawet zaglądania do kieliszka.
Z czasem "towarem powszechnego użytku" stali się celebryci. Tabloidy stopniowo traciły swe dotychczasowe pole działania. W efekcie zaczęły przejawiać coraz mniejsze zainteresowanie tym, na co zwraca uwagę Paul Dacre, redaktor naczelny "Daily Mail": "Dajcie głos tym, którzy są go pozbawieni, wyciągnijcie na jaw wykroczenia bogatych, potężnych i napuszonych". Jeśli prasa popularna chce odzyskać popularność, musi wziąć to pod uwagę.
Tłum. TK
"Financial Times"
John Gapper
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu