Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy trójpodział władzy ma pozostać pustym zapisem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Władza wykonawcza wespół z władzą ustawodawczą chcą pozbawić wymiar sprawiedliwości autonomii budżetowej

Każdy obywatel, podobnie jak ja, powinien się cieszyć, że ma silnego, niezależnego ministra finansów, który potrafi dzielnie walczyć o budżet z całą Radą Ministrów, a nawet z całym społeczeństwem. Bo jak powszechnie wiadomo w naturze ludzkiej leży lenistwo i rozrzutność (poza oczywiście pracoholikami i sknerami), a kryzys ponoć szaleje w Europie. Gdy bada się statystyki dotyczące czasu pracy Polaków i oszczędności w bankach i można z całą pewnością stwierdzić, że stajemy się narodem sknerusów, a już na pewno mamy najwyższą liczbę pracoholików w Europie. To chyba powinno rząd cieszyć. Ale nie o tym chciałem pisać.

Nie mogę jednak zrozumieć władzy wykonawczej. Zbliża się koniec roku. Zasadnicze zręby polityki finansowej państwa powinny być przesądzone. Rozumiem, był czas wyborów, ale już po, mydlenie oczu się skończyło. Okazuje się jednak nagle, że władza wykonawcza wespół z władzą ustawodawczą szykuje prawdziwą rewolucję, pozbawiając ministra sprawiedliwości, prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego dotychczasowych uprawnień w zakresie wykonywania budżetu sądów. Minister finansów ma otrzymać potężną władzę. O ile minister sprawiedliwości to członek rządu i słuchać premiera musi, o tyle władza sądów i trybunałów musi hamować i patrzyć na ręce dwóm pozostałym.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w artykule 10 podnosi, iż ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. Precyzuje, że władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały. Artykuł 173 konstytucji mówi jednoznacznie, że sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. To nie są puste słowa. Wykładnia językowa rozumie niezależność jako samodzielność, niepodporządkowanie, brak zależności. Każdy prawnik ma świadomość, iż autonomia budżetowa wymiaru sprawiedliwości nie jest nieograniczona. Trybunał Konstytucyjny podnosi, że "...Konstytucja daje władzy ustawodawczej w tym zakresie znaczną swobodę. Istnieją jednak granice tej swobody. Z jednej strony warunkiem granicznym jest zapewnienie jedności systemu finansów publicznych wymaganej przez postanowienia konstytucji oraz nienaruszalność obowiązków i uprawnień Rady Ministrów jako jedynego organu powołanego do prowadzenia gospodarki finansowej państwa na podstawie ustawy budżetowej. Z drugiej strony warunkiem jest to, by pozycja jednostek organizacyjnych władzy sądowniczej nie została całkowicie zrównana z pozycją jednostek podległych władzy wykonawczej. Stąd też odrębność budżetowa władzy sądowniczej ma charakter ograniczony i względny. Zawsze jednak jest ona niezbędna w tym zakresie, w jakim wymaga zagwarantowania niezależnego, a zarazem sprawnego sprawowania funkcji orzeczniczych. Artykuł 173 konstytucji ma zatem (...) takie znaczenie, że nakazuje władzy wykonawczej, przy podejmowaniu wszelkich działań prawnych i faktycznych niezbędnych dla oceny prowadzenia gospodarki finansowej państwa w trakcie wykonywania budżetu, by uwzględniała odrębność pozycji jednostek organizacyjnych władzy sądowniczej w zakresie, jaki niezbędny jest dla tej władzy do niezależnego sprawowania jej konstytucyjnie wyznaczonych kompetencji (Kp 2/05)".

Trybunał podkreśla, że ustawy dotykające zagadnienia odrębności finansowej sądów i trybunałów muszą odnosić się również do potencjalnych, a nie tylko rzeczywistych źródeł konfliktów kompetencyjnych, czyli muszą przewidywać, jakie konflikty na tym tle mogłyby powstać, a nie tylko powstaną z całą pewnością. Muszą zatem wprowadzać takie instrumentarium oddziaływania, które zapobiegać będzie niebezpiecznym dla państwa konfliktom. Konieczność prewencyjnego i ochronnego działania ustawodawcy wynika z faktu, że władza sądownicza, niebiorąca udziału w kreatywnym decydowaniu o wydatkach publicznych, ani też w kierowaniu wykonaniem budżetu, ma w tym zakresie słabszą pozycję (i tak dosyć ograniczoną). Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie zwracał uwagę na zakres tej autonomii budżetowej podkreślając, że kompetencje budżetowe sądów i trybunałów mają znaczenie z punktu widzenia zachowania równowagi władz ( Kp 2/05).

Pomijam już szczegółowo argumenty, które zna każdy ekonomista, mówiące o tym, że decentralizacja wydatków każdego podmiotu skutkuje racjonalnym gospodarowaniem środków. Państwo ma tylko kontrolować to zagadnienie i reagować tam, gdzie dochodzi do nieprawidłowości. Smuci mnie także sposób procedowania tak ważnego zagadnienia. Do Krajowej Rady Sądownictwa wpłynął 4 listopada 2011 r. projekt tzw. ustaw okołobudżetowych z datą 3 listopada, i w chwili gdy rada wydaje swoją opinię, już głośno się mówi o kolejnym projekcie z datą 13 listopada, którego rada na oczy nie widziała. O co chodzi w tym wszystkim ? Czy politycy bawią się z nami wypuszczając balony próbne? Czy sami nie wiedzą, co uchwalają ? Czy chodzi tylko o wywołanie kompletnego zamieszania nie tylko w głowach sędziów, ale i społeczeństwa ?

Czy Ministerstwo Finansów łamiąc takim projektem konstytucyjny trójpodział władz, zastanowiło się chociaż przez moment, co to oznacza dla obywatela tego kraju? Trójpodział zabezpieczać ma właśnie obywatela przed autorytaryzmem władzy wykonawczej czy ustawodawczej. Kto go ochroni przed wadliwą legislacją, która jest zmorą naszego parlamentu? Kto stanie na straży podatnika, którego jedna sprzeczna z prawem decyzja administracyjna doprowadza nie tylko do ruiny finansowej, ale i życiowej? Kto zabezpieczy jednostkę przed nielegalnym czy nadmiernym zakładaniem podsłuchu ? Kto zwróci zagrabiony za czasów komuny majątek jego prawowitym właścicielom? To sądy i trybunały na co dzień chronią obywatela przed opresją państwa, która często w przypadku władzy wykonawczej czy ustawodawczej jest niezmiernie dotkliwa. Kto zatem ma chronić obywatela jeśli nie sądy i trybunały? Żeby kogoś ochronić, trzeba mieć siłę przynajmniej taką, jak atakujący. Sądy są gwarantem takiej ochrony, ale bezsilne staną się fasadą sprawiedliwości. Jasne jest dla każdego, to prowadzi nawet domowy budżet, że bez wpływu na racjonalne jego wydatkowanie trudno mieć jakikolwiek wpływ na funkcjonowanie danego podmiotu.

Zamach na Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy czy Naczelny Sąd Administracyjny to zamach na trójpodział władzy gwarantowany przez konstytucję. W języku polskim słowo "zamach" definiowane jest jako działanie mające zwykle na celu osiągnięcie pewnego celu politycznego w sposób nielegalny. Słowo "nielegalny" oznacza z kolei - sprzeczny z prawem.

Skoro konstytucja jest dla nas prawem najwyższym, a projektodawca nie czytając nawet jej interpretacji, jaką tworzy Trybunał Konstytucyjny lub znając tę interpretację tworzy takie prawo, to świadomie zmierza do łamania ustawy zasadniczej. Musimy temu przeciwdziałać.

Brońmy konstytucji, bo ona chroni obywateli. Właśnie po to sprawujemy swoje urzędy.

@RY1@i02/2011/226/i02.2011.226.07000070e.802.jpg@RY2@

RAFAŁ SIDERSKI

Od 2012 roku o budżetach sądów ma decydować minister finansów Jacek Rostowski. W środowisku prawniczym zawrzało

Waldemar Żurek

czlonek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.