W kapitalizmie nie chodzi o chciwość i hazard
Kapitalizm powinien zostać zastąpiony przez coś milszego, domagała się jedna z grup oburzonych demonstrantów. Ten slogan streszcza niespójność ich protestów.
Ponad sto lat temu socjolog Werner Sombart tak tłumaczył brak popularności socjalizmu w USA: "Wszelkie socjalistyczne utopie nie wytrzymują konfrontacji z rostbefem i plackiem z jabłkami". Socjalistyczne utopie w Rosji i Chinach załamały się później właśnie z tych samych powodów. Dzisiejszym rostbefem i plackiem z jabłkami są iPady i Twitter. Protestujący wiedzą, że to kapitalizmowi zawdzięczają swoje telefony komórkowe. Tylko mniejszość byłaby w stanie całkowicie wyrzec się tego materialnego świata.
O co więc chodzi protestującym? I tu mamy problem. Nie polega on nawet na tym, że nie wiemy, za czym są protestujący. Chodzi o to, że nie wiemy nawet przeciwko czemu są, poza rzeczami oczywistymi, przeciwko którymi są niemal wszyscy - wojnie, nędzy, spowodowanym przez człowieka zmianom klimatycznym i przepłacanym bankierom.
Ta niespójność wynika z politycznej pustki. Lewicy politycznej w Europie brakuje jakiejkolwiek przekonującej wizji w świecie postsocjalistycznym. Prawica opowiada historię, w której chciwość jest dominującym motywem ludzkiego postępowania, a rząd demonem ducha wolnej przedsiębiorczości. Zapewnia ona alibi niezdrowej ekspansji wpływów wielkich korporacji.
Jednak taki opis gospodarki rynkowej jest nie tylko odpychający, ale również fałszywy. Chciwość jest jednym z motywów ludzkiego działania, ale nie dominującym - i instytucje, które w największym stopniu były przykładem filozofii chciwości, najczęściej padały w latach 2007 - 2008.
Intelektualiści raczej wyczuwają, że jeżeli zgoda na niedogodności gospodarki rynkowej jest ceną za komfort współczesnego życia, to warto ją zapłacić. Oczywisty praktyczny sukces kapitalizmu może się równać jedynie jego porażce w dziedzinie public relations.
Wielu z tych, którzy najgłośniej chwalą doktrynę wolnej przedsiębiorczości, odnieśli sukces dzięki umiejętnościom bardziej upodabniającym ich do uprawiających zakulisowe gry polityków niż do przedsiębiorców. Sieci telefonii komórkowych mogły się szybko rozwijać dzięki szczęśliwej przerwie w deregulacyjnym ferworze, rozbijającym monopol operatorów stacjonarnych. Twórcy sieci społecznościowych bardziej przypominają protestujących oburzonych niż członków rad nadzorczych. Bracia Winkelvoss domagający się większego udziału w firmie Marka Zuckerberga uosabiają zdeformowaną wizję gospodarki rynkowej, która myli interesy biznesowe z wolną przedsiębiorczością.
Być może coś milszego, co powinno zastąpić kapitalizm, jest bardziej zniuansowaną - i bardziej precyzyjną formą samego kapitalizmu.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
John Kay
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu