Składki ZUS od umów o dzieło w trosce o jesień życia młodych. A co z wiosną?
Minister Boni zaproponował wprowadzenie obowiązkowych składek emerytalnych nawet od umów o dzieło, jeśli to jedyna forma wykonywania pracy. Do tej pory bowiem tylko pracownicy zatrudnieni na etat lub na umowę-zlecenie musieli dzielić się zarobkami z ZUS.
Osoby pracujące na podstawie umowy o dzieło były z tego obowiązku zwolnione. Rząd jednak rozważa, by to zmienić w trosce o ich emerytury i z obawy, że w przyszłości państwo będzie musiało do nich dokładać.
Propozycja zmiany została zgrabnie wpisana w dyskusję społeczną na temat umów śmieciowych. Wszystko w trosce o ludzi młodych, którzy często wybierają ten rodzaj współpracy z pracodawcą. Przeciwnicy umów śmieciowych powiedzą z oburzeniem: są do tego przymuszani. Prawda jednak leży gdzieś pośrodku. Zawarcie umowy o dzieło ma dobre strony zarówno dla pracodawców, jak i pracowników. Dla pierwszych ważna jest elastyczność zatrudnienia i brak podejmowania długoterminowych zobowiązań w niepewnych czasach. Dla pracownika podstawową zaletą jest atrakcyjna stawka, którą dostaje na rękę, bo pracodawca może podwyższyć takie wynagrodzenie o wysokość składek emerytalnych, których nie musi odprowadzać do ZUS. Często tak robi i dlatego wielu młodych ludzi chętnie korzysta z tej formy współpracy. Przy braku doświadczenia elastyczność na rynku pracy jest ich podstawowym atutem.
Niektóre czynności zawodowe można wykonywać zarówno w oparciu o umowę o pracę, jak i umowę o dzieło. Czasem pracodawcy dają kandydatom możliwość wyboru: praca na etat za niższą stawkę netto lub wykonanie dzieła za wyższe wynagrodzenie. Rząd chce odebrać taką możliwość i ma swoje racje. Warto jednak postawić sprawę jasno: jest to dobre dla przyszłego budżetu państwa, ale utrudni start zawodowy młodym ludziom. Proponowana zmiana spowoduje, że będzie im trudniej zdobyć pierwsze szlify zawodowe, choćby w postaci wykonania umowy o dzieło. Czy ułatwi zdobycie etatu? Wątpliwe. Pracodawcy, tak jak dotąd, będą skłonni zatrudniać na etat osoby z doświadczeniem, a umowy o dzieło pozostaną cały czas popularne, tylko mniejsza część wynagrodzenia trafi do kieszeni pracowników. Będzie to bardziej sprawiedliwe społecznie, ale ma niewiele wspólnego z odpowiedzią na postulaty ruchu oburzonych lub poprawą sytuacji osób młodych na rynku pracy.
Rafał Jaros
prezes Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu