Złe pomysły na dobre działanie agencji
Uzależnić agencje od państw, przygotować rządy na złe ratingi - to nie może się skończyc dobrze
W ciągu ostatnich pięciu dni dwie agencje ratingowe - Fitch i Moody’s - poinformowały, że spodziewają się ogłoszenia przez Grecję niewypłacalności. Polityczni liderzy strefy euro, którzy jeszcze nie skończyli gratulować sobie najnowszego pakietu ratunkowego, potraktowali to jak cios w splot słoneczny. Nie powinniśmy być więc zaskoczeni, że coraz głośniej brzmią postulaty objęcia agencji ratingowych ściślejszą kontrolą polityczną. Po głowach europejskich decydentów snują się w związku z tym dwie złe idee. Jedną jest zmuszenie agencji ratingowych, by dawały państwom więcej czasu przed planowaną zmianą ratingu niż obecne 12 godzin. Drugą jest stworzenie finansowanej z funduszy publicznych europejskiej agencji ratingowej. Teoretycznie niezależnej, ale wiadomo przecież, że muzykę zamawia ten, kto płaci.
Aż dziwne, że te pomysły zostały ujawnione, bo tak oczywiste jest, że są one złe. Dłuższe okresy ostrzegawcze niosą ze sobą ogromne ryzyko insider tradingu (dokonywanie transakcji akcjami spółki przez osoby mające dostęp do informacji niejawnych - red.) i prawdopodobieństwo, że rządy będą próbowały wykorzystać dodatkowy czas, by powstrzymać obniżenie ratingu, co spowodowałoby zawirowania na rynku. A co do drugiego pomysłu - kto uwierzy w rating, który rząd wystawia sam sobie?
Można zrozumieć frustrację polityków. Obniżenie oceny wiarygodności peryferii strefy euro pogłębia problemy tych państw z refinansowaniem. Wyższe rentowności będące efektem pogorszenia ratingu mogą wywołać spiralę, w wyniku której kraj ostatecznie straci wypłacalność.
To absurdalna sytuacja. Przynajmniej jeżeli chodzi o ratingi suwerenne, nie ma niczego, co agencje mogłyby powiedzieć, a czego uczestnicy rynku jeszcze by nie wiedzieli. Jednak stwierdzenie przez nich tego, co oczywiste, może mieć realne konsekwencje rynkowe.
Tego absurdu nie da się usunąć przez uczynienie ratingów mniej transparentnymi lub łatwiejszym do manipulowania przez rządy. Pozostanie on tak długo, jak wybory inwestycyjne będą w znaczący sposób zależeć od ratingów. To zaś pozostaje w gestii decydentów. Rolę ratingów wzmacniają decyzje polityczne i regulacyjne - na przykład wyznaczanie kryteriów kapitałowych dla banków lub uznanie, czy greckie obligacje mogą być użyte do zwiększenia płynności przez bank centralny.
Agencje ratingowe same proszą o zwolnienie ich z tej quasi-regulacyjnej roli. Jak to zrobić, pozostaje jednak w gestii decydentów. Jeżeli znajdą sposób, będą mogli spać spokojnie, kiedy agencja ogłasza powszechnie znaną, ale nieprzyjemną prawdę.
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu