Unia polityczna nie naprawi euro
W Europie nie ma dostatecznie silnej wspólnej tożsamości politycznej, by wspierać wspólną walutę
Prezes holenderskiego banku centralnego dołączył do wpływowych polityków lansujących ideę, że kryzys w strefie euro rozwiąże głęboka unia polityczna. Mówił o europejskim ministerstwie finansów, jego stworzenie poparł też Jean-Claude Trichet, szef Europejskiego Banku Centralnego.
Politycy ci wierzą, że problem Europy ma naturę instytucjonalną. Gdyby Europa była wyposażona w ministerstwo finansów lub instytucję emitującą wspólne obligacje dla strefy euro, czy też mogącą nakładać podatki na obywateli, wszystko dałoby się naprawić.
To błędna diagnoza kryzysu. Prawdziwy problem ma naturę polityczną i kulturową. W Europie nie ma wystarczająco silnej wspólnej tożsamości politycznej, by wspierać wspólną walutę. To dlatego niemieccy, holenderscy i fińscy wyborcy buntują się przeciw ponownemu ratowaniu Grecji - a Grecy demonstrują przeciwko temu, co postrzegają jako nowy kolonializm narzucany przez Brukselę i Frankfurt.
Argumentowanie, że rozwiązaniem tego chaosu jest głębsza integracja polityczna, to jak leczenie człowieka zatrutego alkoholem jeszcze silniejszą marką wódki.
Niemieckim wyborcom nieustannie powtarzano, że euro będzie stabilną walutą i że nie będą musieli ratować południowej Europy. Teraz czują się zdradzeni i wściekli. Greckim, irlandzkim, hiszpańskim i portugalskim wyborcom wmawiano, że euro jest sposobem na dogonienie północnej Europy. Teraz łączą wspólną walutę w utratą pracy, spadającymi płacami i obcinaniem emerytur. Oni także czują się zdradzeni i wściekli.
W rezultacie pole politycznego manewru kurczy się zarówno po stronie wierzycieli, jak i dłużników. Większość europejskich liderów wciąż niefrasobliwie twierdzi, że zrobią, co będzie konieczne, by uratować euro. Ale liderzy działają w warunkach demokracji. Jeżeli podejmą decyzje, których wyborcy nie zaakceptują, stracą pracę.
Relacje pomiędzy narodami w UE pogarszają się pod ciężarem kryzysu. W Atenach demonstranci powiewali flagami Unii z domalowanymi swastykami. W Niemczech dzięki eurokryzysowi można już otwarcie krytykować rozrzutnych i skorumpowanych sąsiadów z Południa. Wspólna waluta, która miała scalić Europejczyków, coraz bardziej ich dzieli.
Polityka transferów fiskalnych jest trudna w starych państwach wielonarodowych, a co dopiero w niedawno utworzonej strefie euro, która składa się z 17 państw o różnej historii, kulturze i poziomie rozwoju gospodarczego. Ignorowanie tego faktu to zaproszenie do jeszcze po- tężniejszego sprzeciwu społecznego.
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
Gideon Rachman
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu