Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ceny mogą spaść. Przykładem - Zimbabwe

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Oczekiwania inflacyjne rosną, ludzie spodziewają się też drożyzny. A tak nie musi być

Sklepowe półki zapełniły się, ludzie wreszcie mogą kupić jedzenie, a nawet zaczęli mieć jakieś oszczędności. Ceny są już mniej więcej stałe, kilkuprocentowa deflacja przeplata się z kilkuprocentową inflacją.

Tak mniej więcej wygląda rzeczywistość kraju, który jeszcze niedawno był przywoływany jako światowe kuriozum ze względu na inflację - Zimbabwe. W czerwcu 2008 roku inflacja skoczyła tam do 11 milionów procent z 2,2 miliona w maju. Rekordowy poziom osiągnęła parę miesięcy później - 231 milionów procent. Dla porównania w szczytowym okresie inflacji w Polsce nieco ponad 20 lat temu dobiliśmy do 1395-procentowego wzrostu cen.

Zimbabwe zbiło inflację za pomocą prostego w gruncie rzeczy zabiegu - dopuszczenia do powszechnego użycia walut zagranicznych, w szczególności amerykańskiego dolara, które wyparły miejscowy bezwartościowy pieniądz. I to uspokoiło ceny. Niestety, żaden to większy cud gospodarczy, kraj pozostaje w ekonomicznej zapaści, a inwestorzy omijają go z daleka także dlatego, że politycznie ciągle jest groźną dyktaturą.

Poziom inflacji w Zimbabwe zagrażał wręcz biologicznemu istnieniu społeczeństwa. Rolnicy nie chcieli sprzedawać swoich towarów, bo dostawali zapłatę w bezwartościowej walucie. Tam nawet popularne dzisiaj w Polsce hasło drożyzna nie miało większego sensu. Wszystko drożało parę milionów razy w trakcie miesiąca.

Na tym tle nasze kłopoty z drogim cukrem czy benzyną należą już do zupełnie innej rzeczywistości, innego świata. Nie chcę oczywiście przez to powiedzieć, że nie są istotne, bo w Zimbabwe mają gorzej. Ale ten kraj i jego rozregulowana gospodarka były przykładem, że wszystko drożeć musi w błyskawicznym tempie. U nas na szczęście tylko coś zdrożeć może i to w tempie raczej umiarkowanym. W części, jak w przypadku paliw, zależy to od rynków światowych. W części od urodzaju, a także od różnych, chociażby unijnych, regulacji, patrz cukier. Co więcej, wzrost cen w pewnym stopniu zależy od nastawienia samych konsumentów. W tej chwili jesteśmy przekonani, że będzie on wysoki. Ostatnie badania oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych mówią o tym, że w ciągu najbliższego roku ceny wzrosną aż o 4,6 proc. Dużo więcej od ostatniego odczytu inflacji - 3,6 proc.

Czyli, jeżeli zauważymy nowe wyższe ceny w sklepie, niespecjalnie nas to zdziwi. I nie poświęcimy dużo energii na szukanie tańszego towaru u konkurencji. Bo przecież powinno być drogo i bierzemy wszystko z dobrodziejstwem inwentarza. A tego, że ceny mogą spaść, już prawie nie bierzemy pod uwagę. A spaść mogą, zaręczam. Cukier będzie najlepszym przykładem.

@RY1@i02/2011/067/i02.2011.067.000.010c.001.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, zastępca redaktora naczelnego

Marcin Piasecki

zastępca redaktora naczelnego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.