Komisja Europejska przyspiesza, czyli skok na 19 mld euro
Jakiś czas temu Polska przegrała sprawę dotyczącą ograniczeń inwestycyjnych funduszy emerytalnych. Mogły one zainwestować maksymalnie do 5 proc. aktywów poza krajem. Teraz, po wyroku, będą mogły inwestować do 30 proc.
Nie jestem przeciwnikiem zwiększenia inwestycji zagranicznych OFE. W ostatnich latach zdarzyło się kilka sytuacji, w których odpowiednio duży portfel aktywów za granicą mógłby znacznie zredukować straty poniesione w kraju przede wszystkim ze względu na zmiany kursów walut. Stara zasada inwestowania mówi, aby zdywersyfikować ryzyko, tymczasem polskie OFE nadal, faktycznie, trzymają wszystkie gruszki w jednym koszyku, czyli w złotym.
Kłopot więc polega nie na tym, czy otwierać zagranicę przed funduszami, ale na terminach. Ministerstwo Finansów przygotowało projekt, według którego limit rósłby corocznie o 5 proc., aż sięgnąłby wymaganego poziomu. Nawet taka skala odpływu emerytalnego kapitału byłaby uciążliwa dla gospodarki, bo w końcu przy obecnej wielkości aktywów chodziłoby o kwoty rzędu 13 mld zł rocznie (w pierwszym roku, z powodu niewykorzystanych dotychczasowych limitów, mogłoby być to nawet ok. 24 mld zł). Uderzenie w polskie rynki akcji i obligacji byłoby naprawdę poważne.
Podobną operację przeprowadzali swego czasu Chilijczycy, czyli twórcy systemu emerytalnego opartego na funduszach kapitałowych. Przez wiele lat obowiązywał tam zakaz inwestowania za granicą, przez co tamtejszy rynek spuchł ponad miarę. Kiedy otwarto możliwość inwestowania za granicą, doszło do kilkuletniego spadku indeksów na giełdzie. Zapewne nawet przy ostrożnych założeniach resortu finansów moglibyśmy mieć do czynienia z podobną sytuacją na giełdzie warszawskiej.
Jednak w tej chwili projekt resortu finansów można już uznać za niebyły. Odezwała się Komisja Europejska, która uznała, że pięć lat na dostosowanie to za mało. I chce szybszych zmian, nie przejmując się tym, że gwałtowniejsze otwarcie granic dla OFE może grozić destabilizacją polskiego systemu finansowego. Mówimy w końcu o pozwoleniu na wypłynięcie z kraju kwoty prawie 78 mld zł.
Powody, dla których Komisji Europejskiej się spieszy, są oczywiste. Europejskie firmy, a przede wszystkim banki, potrzebują pieniędzy. Tak bardzo, że trwa bitwa o to, aby mogły zabierać środki z jednego kraju i przerzucać je do innego. Nikogo nie interesuje, że tego typu działania mogą doprowadzić do zablokowania kredytowania mniejszych gospodarek w obrębie Unii Europejskiej. Ważniejsze jest ratowanie ścisłego centrum strefy euro w taki sposób, aby nie obciążać najważniejszych państw.
Temu samemu mogą posłużyć pieniądze OFE. A mówimy o 19 mld euro. Nie sądzę, aby w strefie euro był choć jeden bank, którego szefowi nie pocieknie ślinka na wieść o takich pieniądzach.
Nadzieję na to, że nie będzie gwałtownego odpływu pieniędzy, daje fakt, że do tej pory OFE nie wykorzystywały limitu inwestycji zagranicznych. Ostatnio zaangażowanie funduszy na innych rynkach nie przekracza 1 proc.
Jednak sądzę, że po zmianach limitów sprawa będzie wyglądać inaczej. Bruksela zażądała też, aby środki przekazane za granicę były wliczane do tych aktywów funduszy, od których liczy się opłatę za zarządzanie. Chce też zmiany, która umożliwia wliczanie całości opłat na rzecz innych instytucji do kosztów funduszu. Oznacza to, że za inwestycje zagraniczne będziemy płacić podwójnie - raz obcej firmie zarządzającej, a drugi raz towarzystwu emerytalnemu, które zarządza OFE.
To wszystkie dzieje się w okresie, kiedy europejskie instytucje finansowe odbierają pożyczki, których kiedyś udzieliły swoim polskim spółkom. Kiedy więc tylko pojawi się możliwość, aby do tego strumienia spłacanych pożyczek dodać miliardy OFE, na których będzie można zarobić podwójnie, a na dodatek zainwestować według swojego widzimisię, naciski na polskie spółki dramatycznie wzrosną. W końcu większość towarzystw emerytalnych, które prowadzą OFE, ma zagranicznych, i to - w tym kontekście - niestety europejskich udziałowców. Jeśli do tego dojdzie, to przy postawie Brukseli i jednoczesnym ubezwłasnowolnieniu polskiego nadzoru, do czego dąży Komisja Europejska, polski rynek finansowy zostanie wydrenowany z miliardów euro.
@RY1@i02/2012/244/i02.2012.244.00000040a.802.jpg@RY2@
Marek Siudaj, kierownik działu branże i firmy
Marek Siudaj
kierownik działu branże i firmy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu