Dziennik Gazeta Prawana logo

Goldfinger czy Le Chiffre?

26 czerwca 2018

Jest wiele powodów, dla których miliony ludzi na świecie oglądają przygody Jamesa Bonda. Jedni robią to dla samego agenta 007, inni z powodu jego kobiet, jeszcze inni dla jego gadżetów. Mam coś dla tych, których nie interesuje wymuskany szpieg Jej Królewskiej Mości, lecz jego diaboliczni wrogowie. W każdym filmie Bond krzyżuje przecież plany geniusza zbrodni, który chce ukręcić arcyzły interes. Jeden z amerykańskich portali filmowych (z pomocą ekonomistów) przeanalizował, który z czarnych charakterów miał najlepszą głowę do interesów. A którzy z nich tracili swój czas (i widzów) na intrygi wręcz absurdalne.

Ekonomistów mocno dzieli już "Goldfinger", trzeci film z Bondem (grał go Sean Connery) z roku 1964. Geniuszem zbrodni jest w nim krępy emigrant z Łotwy Auric Goldfinger, który zamierza zdetonować bombę atomową w Fort Knox, by zniszczyć całe amerykańskie i większość światowych zapasów złota. Bo tak się składa, że Goldfinger uzbierał (przemyt) pokaźną górę kruszcu i wykalkulował, że po wyparowaniu Fort Knox jego zasoby fantastycznie zyskają na wartości. Czy to mogła być dla niego transakcja życia? Z jednej strony plan brzmi sensownie, bo nagłe zmniejszenie podaży tak pożądanego kruszcu powinno doprowadzić do wzrostu jego ceny. Goldfinger zapomniał jednak o przekalkulowaniu ryzyka. Bo co, jeśli reszta państw przerażona tym czynem obłożyłaby obroty złotem podatkiem? Z dzisiejszej perspektywy widać, że najlepszą strategią złoczyńcy powinno być schowanie kruszcu w skarbcu i czekanie. Kilka lat później Stany Zjednoczone odeszły od parytetu złota i jego wartość zaczęła stopniowo rosnąć z ówczesnych 35 dol. za uncję. Dziś spadkobiercy Goldfingera byliby bardzo zadowoleni właśnie z takiego rozwiązania.

Innym razem ("Żyj i pozwól umrzeć", 1973) Bond (Roger Moore) staje oko w oko z doktorem Kanangą, karaibskim dyktatorem/narkotykowym bossem, który ma szatański plan. Zamierza rozdawać heroinę za darmo w całych Stanach Zjednoczonych. W ten sposób chce osiągnąć dwa cele: wyeliminować z gry konkurentów (w tym mafię) i zamienić Amerykanów w naród bezwolnych ćpunów. A potem zacząć pobierać opłaty za narkotyk i stać się obrzydliwie bogaty. Ekonomiści oceniają jednak jego plan jako lekko dęty. Bo nie tak łatwo raz na zawsze wyeliminować z gry konkurencję. Nawet gdy Kananga będzie rozdawał swoją heroinę za darmo, konkurenci mogą przetrwać, przerzucając się na inne miękkie narkotyki. A gdy już Kananga porzuci dumpingowe ceny, wrócić do wielkiej gry.

Podobny błąd popełnia Elektra King, która staje w szranki z Bondem (Pierce Brosnan) w dziewiętnastym filmie o przygodach agenta "Świat to za mało" (1999). Ta córka zmarłego magnata naftowego wymyśliła sobie, że wysadzi w powietrze operującą w cieśninie Bosfor rosyjską atomową łódź podwodną. Wybuch zniszczy przebiegające tamtędy ropociągi, a ponieważ pani King sama posiada rury przechodzące inną trasą, stanie się monopolistką. Oczywiście taki krok może na chwilę zdestabilizować rynek i pewnie doprowadziłby do chwilowego wzrostu cen paliw. Ale jeśli będzie on zbyt wysoki, nowy szok naftowy przyniósłby energetyczną dywersyfikację. Lepiej więc niech King raczej buduje nowe rurociągi, bo każdy z nich świetnie na siebie zarabia. No, ale czy wtedy zostałaby przeciwniczką Bonda?

Na największego spryciarza wychodzi tajemniczy Le Chiffre. Trzymając się chronologii powieści Iana Fleminga, to historycznie pierwszy z wrogów Bonda. W oficjalnej bondowskiej serii filmowej pojawił się jednak dopiero w 2006 w "Casino Royale" (Daniel Craig). Le Chiffre "robi" w finansach. Zajmuje krótką pozycję na akcjach producenta luksusowego samolotu pasażerskiego. Jednocześnie za pomocą swoich terrorystycznych powiązań (to on prawdopodobnie stał za zamachami z 11 września) zamierza doprowadzić do katastrofy maszyny już w czasie jej dziewiczego lotu. Wtedy kurs krótko sprzedanych przez niego akcji gwałtownie się załamie. A on osiągnie ogromny zysk. Jak wszyscy ryzykanci używający tej kontrowersyjnej, bo obliczonej na spadki, giełdowej strategii.

Szwarccharakter z najnowszego Bonda pewnie ich nie przebije. Kieruje nim w końcu raczej chęć zemsty, a nie chciwość. A na zemście zbrodniczego biznesplanu się nie wykuje.

Ekonomiści przeanalizowali pod względem biznesowym plany przeciwników Jamesa Bonda. Okazało się jedno. Zdecydowana większość z nich była arcyzła, ale nie mieli głowy do interesów

@RY1@i02/2012/228/i02.2012.228.186000200.802.jpg@RY2@

Rafał Woś, dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.