Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dziennikarska odpowiedzialność i granice wolności słowa

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Piszę tylko w związku ze sławnym już tekstem z "Rzeczpospolitej", bo nie znamy dokładnie stanowiska prokuratury w tej kwestii. Warto jednak zastanowić się nad granicami wolności dziennikarskiej, która naturalnie powinna być możliwie duża, ale nie całkowita. Jest kilka sytuacji, jak ujawnianie tajnych danych, zaniechanie doniesienia o przestępstwie czy powoływanie się na tajne źródła (które w rzeczywistości istnieją lub nie istnieją), kiedy dziennikarz może być prawomocnie poddany procedurze prokuratorskiej i sądowej.

Jeden z najbardziej znanych przypadków tego rodzaju zdarzył się w USA, gdzie ochrona praw dziennikarza i - szerzej - wolności słowa jest niezwykle cenionym elementem demokracji. A jednak znana dziennikarka "New York Timesa" Judith Miller przekroczyła co najmniej dwukrotnie swoje uprawnienia i w drugim przypadku za nadużycie wolności słowa musiała odpowiadać przed sądem. W pierwszym przypadku było to kilka całkowicie zmyślonych artykułów na temat tego, że Saddam Husajn ma broń masowej zagłady, co mogło wpłynąć na decyzję prezydenta Busha dotyczącą inwazji. W drugim chodziło także zapewne o niejawne wsparcie administracji Busha. Judith Miller ujawniała dane pewnej agentki CIA i nie chciała sądowi podać swojego źródła. Została najpierw skazana na cztery miesiące, ale mogła siedzieć dłużej, gdyby jej informator sam się nie ujawnił. Cała sprawa była zapewne nastawiona na zdyskredytowanie ambasadora Wilsona, zagorzałego krytyka prezydentury Busha i męża owej agentki.

Nierzetelność i ukrywanie źródeł ujawnionej tajemnicy doprowadziły do końca kariery Judith Miller. Jest to jeden z bardziej drastycznych przypadków z ostatnich lat i obraza sądu polegająca na odmowie przedstawienia źródeł, jeżeli w grę wchodzą tak ważne sprawy, jak bezpieczeństwo narodowe, jest karana we wszystkich demokratycznych krajach.

Ogromny zakres dziennikarskiej wolności wiąże się bowiem ściśle - wiem, że brzmi to banalnie - z odpowiedzialnością, a w tym także z ryzykiem odpowiedzialności karnej. Interesujące, że w niektórych krajach procesy tego rodzaju zdarzają się znacznie częściej - jak w USA - co nie świadczy o bardziej surowym prawie, lecz o tym, że dziennikarze próbują znaleźć sensację za wszelką cenę. Czasem, jak w cytowanym przypadku, ich zupełnie nieodpowiedzialne wypowiedzi mogą mieć pewien wpływ na los historii.

Dlatego domagamy się od dziennikarzy podawania źródeł informacji, oczywiście nie we wszystkich przypadkach, ale w tych dramatycznie ważnych, a tak jest przecież z informacją o trotylu. Często nie zwracamy większej uwagi na niezliczone wyssane z palca lub tylko częściowo prawdziwe informacje na temat celebrytów czy też na temat nowych znakomitych metod leczenia, chociaż w wielu przypadkach dziennikarze prasy brukowej działają na granicy, której przekroczenie może skutkować szkodzeniem czytelnikom czy też opisywanym postaciom. Zostawiamy jednak tego rodzaju sprawy ewentualnemu postępowaniu cywilnemu, chociaż każdy dziennikarz, który narusza cudzą prywatność lub kłamie, jest godny potępienia. Z tym już muszą sobie radzić redaktorzy naczelni mediów.

Tym większa powinna być jednak samokontrola dziennikarska w przypadkach, kiedy podają oni informacje o zasadniczym znaczeniu. Często są to tylko nieprawdy dotyczące na przykład gospodarki lub sytuacji w szkolnictwie wyższym, co akurat umiem ocenić, bo natychmiast widzę rozmaite formy przesady czy zwyczajnego kłamstwa. Jednak, chociaż to naganne, nie jest na ogół ścigane z mocy prawa, chyba że ktoś się słusznie zdenerwuje. Nawet wtedy nie zawsze istnieje odpowiedni podmiot, bo administracja rządowa nie powinna wchodzić w takie spory i na ogół tego nie robi. Jednak od miękkiego kłamania łatwo przejść do twardego, a wtedy mamy do czynienia z naruszeniem zaufania publicznego. A cóż gorszego może zrobić dziennikarz od naruszenia zaufania czytelników?

@RY1@i02/2012/216/i02.2012.216.00000020d.802.jpg@RY2@

Marcin Król filozof, historyk idei

Marcin Król

filozof, historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.