Minister: społeczeństwo to ja!
Afera z taśmami Milewskiego spowodowała, że jak bumerang wrócił temat sprawowania administracyjnego nadzoru nad sądami. Sędziowie twierdzą, że nie powinien on być sprawowany przez czynnego polityka, jakim jest minister sprawiedliwości. Ten z kolei broni się przed oddaniem części swojego imperium I prezesowi Sądu Najwyższego. I podkreśla, że oznaczałoby to "wyjęcie sądownictwa spod jakiejkolwiek kontroli społecznej." A czym tak naprawdę jest owa kontrola społeczna? To - jak podpowiada Wikipedia - "system nakazów, zakazów i sankcji, które służą grupie lub społeczności do utrzymania konformizmu ich członków wobec przyjętych norm i wartości". Czyżby pan minister obawiał się, że w momencie oddania szefowi SN nadzoru nad sądami zniknęłyby wszelkie zakazy i nakazy obowiązujące obecnie sędziów, a cały system dyscyplinarny przestał działać?
I jeszcze jedno. W 2010 r. minister sprawiedliwości lekką ręką zrzekł się nadzoru nad prokuratorami, a dziś niczym niepodległości broni swojego uprawnienia do kontrolowania sądów. A przecież to nie śledczy mają w konstytucji wpisaną niezależność i niezawisłość.
@RY1@i02/2012/190/i02.2012.190.18300100a.802.jpg@RY2@
Małgorzata Kryszkiewicz, zastępca kierownika działu prawo
Małgorzata Kryszkiewicz
zastępca kierownika działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu