Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Warto czytać kryminały

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Sędzia Milewski, ten z Gdańska, wyspowiadał się domniemanemu rozmówcy z kancelarii. Gdyby czytał amerykańskie kryminały, wiedziałby, że w takiej sytuacji prosi się o numer tego, kto dzwoni z owej ewentualnej kancelarii, i mówi się, że oddzwoni. Przecież nabrać kogoś przez telefon jest dziecinnie prosto, a łatwo można zrobić krzywdę. Prowokacja dziennikarska bywa brutalna, ale takie są reguły gry: tylko osioł daje się na nią nabrać.

Inny przykład zaległości w lekturze powieści szpiegowskich i thrillerów politycznych. Oczywiście tu Donald Tusk ma rację, ABW nie może pilnować jego syna. Ale między popełnianiem czynu na granicy karalności a złym towarzystwem w pracy jest olbrzymia różnica. ABW czy którakolwiek z innych licznych polskich tajnych policji powinny w przypadku potencjalnie niepewnego pracodawcy syna premiera po prostu szepnąć słówko jednemu z bliskich współpracowników szefa rządu, a nie pisać notatkę służbową. Bo nie ma przestępstwa kwalifikującego się do oficjalnego zawiadamiania. To też elementarz służb specjalnych. Podobnie dyskretnie powinny postąpić, gdyby przywódcę opozycji nagabywała usilnie niezrównoważona osoba płci żeńskiej. Tego się nie załatwia za pomocą papierów. Tak się postępuje na całym świecie, gdzie pewne doświadczenie urzędnicze, także w służbach tajnych, należy do rutyny. A widzimy to w dobrych filmach sensacyjnych i czytamy o tym w dobrych powieściach.

Wreszcie trzeci przykład: ZUS i przetarg na obsługę elektroniczną. Powstały już w Ameryce setki powieści na temat przekrętów przy publicznych zamówieniach. Dlatego wymóg przetargu powinien być sensownie sformułowany. Granicą powinna być po prostu suma, ale to duża suma. Obecnie, gdybym chciał za pieniądze, z których mam prawo to uczynić, kupić sobie laptop (po czterech latach to już trzeba), muszę stary skasować oficjalnie. Nie mogę go dalej używać ani użyczyć, tylko zniszczyć. Potem muszę kupić nowy przez uniwersytet, co kosztuje niemal dwa razy tyle, ile w dużym specjalistycznym sklepie. Nonsens czysty. ZUS natomiast jak wszystkie inne firmy finansowane z publicznych pieniędzy też powinien mieć prawo swobodnie wydawać do stu czy dwustu tysięcy złotych.

I na koniec. Strasznie łatwo jest w czasach internetu i e-maili kogoś wrobić. Wystarczy, że magistrant wyśle swoją pracę do mało znanego pisma specjalistycznego, oni z braku materiału opublikują, tyle że magistrant podpisze się nazwiskiem swojego profesora, który nim się nie zachwycał. Plagiat bardzo trudny do podważenia. I znowu: nie wolno redakcji publikować materiałów, których pochodzenia nie sprawdzi. Dawniej, bez elektroniki, człowiek był lepiej widoczny, a ponadto pism tego typu było niewiele i wszyscy się znali. Teraz, przy masówce, nikt nie wie, co publikuje jakaś prowincjonalna szkoła wyższa, do tego prywatna.

Wszystkie przypadki zaczerpnąłem z amerykańskiej prozy sensacyjnej, także ten z ZUS, bo przecież i tam są odpowiednie instytucje publiczne. Z reguły oszust działa skutecznie, bo ofiary są głupie. Na szczęście oszukiwanie jest stare jak świat i opisano już wiele sposobów służących temu, by oszustwom zapobiec. Trzeba tylko je stosować. A żeby je poznać, wystarczy czytać nie podręczniki, a kryminały. O, właśnie zadzwonili do mnie rzekomo z TPSA, że mogę mieć dowolną liczbę rozmów za dziesięć złotych miesięcznie. Od razu odłożyłem słuchawkę, a ile osób jej nie odłożyło?

@RY1@i02/2012/182/i02.2012.182.00000150a.802.jpg@RY2@

Marcin Król, filozof historyk idei

Marcin Król

filozof historyk idei

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.