Radny nie może zostać bezbronny
Sporo się mówi o konieczności uchylenia kontrowersyjnego art. 212 kodeksu karnego. Chodzi o przestępstwo zniesławienia.
Samorządowcy są grupą osób chyba najbardziej narażonych na różnego rodzaju ataki medialne. O ile politycy zasiadający w Sejmie mają na co dzień do czynienia z profesjonalnymi mediami, o tyle w gminach powstają często media z góry ukierunkowane na osiągnięcie konkretnego celu. Im bardziej kontrowersyjny tekst, tym większa jego poczytność. Nieważne, że większość informacji jest wyssana z palca, liczą się sprzedaż i wywołanie burzy. Kolejnym celem może być popieranie urzędującego włodarza albo robienie wszystkiego, żeby go zniszczyć, a wypromować swojego pupila. Ponadto kampanie samorządowe są bardziej personalne, jest określona grupa kandydatów i trwa walka o przekonanie wyborców. Wystarczy wejść na forum internetowe lub poczytać lokalną prasę. Kandydaci są obrzucani błotem, opowiada się wymyślone historie - może akurat ktoś uwierzy i potencjalny zwycięzca polegnie.
Co będzie, jeżeli zlikwidowany zostanie art. 212 ustawy z 6 czerwca 1997 r. kodeks karny (Dz.U. z 1997 r. nr 88, poz. 553 z późn. zm.)? Czy samorządowiec stanie zupełnie bezbronny pod ewentualnym ostrzałem oszczerstw i pomówień? Przecież jedynie podczas kampanii wyborczej jest możliwość szybkiego i skutecznego wyjaśnienia sprawy z uwagi na tryb wyborczy, który okazał się doskonałym pomysłem.
Na rok przed wyborami można rozpocząć perfidną kampanię mającą na celu zniszczenie kandydata. Nie ma szans, aby postępowanie sądowe zakończyło się w ciągu kilkunastu miesięcy, więc wyborcy będą długo żyli w niepewności. Można pisać, że taki samorządowiec jest złodziejem, alkoholikiem, oszustem, bije żonę i ma kochankę. Oczyszczenie z zarzutów przy lekkiej obstrukcji strony przeciwnej potrwa minimum 2 lata. Można oczywiście mówić, że pozostaje droga cywilna. Ale szybkość wyjaśnienia sprawy nie będzie się różnić od trybu karnego. Do tego w Polsce nie ukształtowała się praktyka surowych kar za naruszenie dóbr osobistych. Kilka tysięcy złotych odszkodowania nie zrekompensuje szkody ofierze kłamliwych publikacji.
Materia pomówienia lub zniesławienia jest delikatna i tak należy do tego rodzaju przestępstw podchodzić w kontekście zmiany przepisów. Trudno mieć pretensje do dziennikarza, który wykrył aferę, i na koniec okazało się, że ktoś ukradł 200 tys. zł, a nie 500 tys., jak było w publikacji. Z drugiej strony pozostawienie bez kary permanentnych, kłamliwych ataków na sprawujących funkcje publiczne może doprowadzić do szaleństwa, które skończyło się w Anglii zamknięciem jednego ze znanych tytułów.
Podsumowując rozważania o likwidacji art. 212 k.k., warto się zastanowić nad tego skutkami. Rozumiem, że politycy puszczają oko do dziennikarzy, ale w efekcie sami mogą strzelić sobie w kolano i stać się ofiarami zmian. Wystarczy, że w przyszłych wyborach kandydat na polityka dogada się z lokalnym przedsiębiorcą i postanowią wydać gazetę, która w sposób bezprawny będzie niszczyła konkurencję. Po wyborach okaże się, że wszystko było zmyślone i gazeta zapłaci kilkanaście tysięcy złotych odszkodowania. W efekcie nikt nie poniesie konsekwencji karnych, odszkodowanie i tak było wkalkulowane w akcję, a zyski ze zdobycia władzy są nieporównywalnie większe niż roszczenia cywilnoprawne. Może przedstawiony scenariusz wygląda trochę jak opowieść rodem z Dzikiego Zachodu, ale w niewielkich gminach to ciągle szara rzeczywistość.
@RY1@i02/2012/172/i02.2012.172.088000200.802.jpg@RY2@
Bartłomiej Bartczak burmistrz Gubina
Bartłomiej Bartczak
burmistrz Gubina
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu