Białe niedźwiedzie? Tylko na Syberii
Rozmowa ze Zbigniewem Pszczulnym, projektantem Stadionu Narodowego w Warszawie
Tyle przygotowań, kilka meczów i koniec. Już po Euro.
To fakt, ale jakie korzyści nam przyniosło. Niezwykłe, niepowtarzalne.
Sceptycy mówią tak: zrealizowaliśmy tylko inwestycyjne minimum, sieci autostrad nie mamy, pociągi znowu będą jeździć wolniej, a kibiców wcale tak wielu nie przyjechało.
To jedna strona medalu. Oczywiście, że nie wszystko wyszło na sto procent. Ale mimo to w świat poszedł przekaz, na jakim nam zależało: Polska to ciekawy, ważny kraj. Kraj nowoczesnych obiektów, ciepłych ludzi, bezpiecznych wieczorów, świetnej kuchni, dobrych wspomnień. Ponad połowa kibiców, którzy przyjechali na mecze mistrzostw Europy, deklaruje, że chce tu wrócić. Czy tak było kiedykolwiek wcześniej? Zerwaliśmy z siebie łatkę kraju białych niedźwiedzi. Tylko zawodowych malkontentów to nie cieszy.
A stadiony, nasze perły w infrastrukturalnej koronie, się sprawdziły?
Kibice pokazali, że bawią się wyśmienicie, piłkarze grali bez poważniejszych kontuzji, osoby niepełnosprawne bezpiecznie i sprawnie dotarły na miejsca. Show na otwarcie był udany, imponujący. Wszystko zagrało jak w Schaffhausenie. Czego chcieć więcej.
Drogi, kolej, lotniska?
Na miarę potrzeb i oczekiwań też dały radę. Zawsze można szukać dziur w całym, tylko czy od tego poprawi się stan infrastruktury? Ja bym raczej wybiegał do przodu.
Fakt - przed nami kończenie nieskończonych inwestycji, remonty torów kolejowych i wydłużanie podróży pociągami. Polska w budowie cd.
To przejściowe problemy. W Niemczech, gdzie mieszkam na co dzień, też to się dzieje, nikt nie narzeka. W Polsce jest inaczej. Ale jak sądzę, to przed Polską staje w kontekście sukcesu organizacji Euro 2012 kolejne, jeszcze bardziej monumentalne wyzwanie.
Czyli?
Igrzyska olimpijskie. Oczywiście za 15 - 20 lat. A może później, ale już je u nas widzę. Ale aby je przeprowadzić, dzisiaj trzeba zacząć planowanie. Od pomysłu przez kwalifikacje do ich otrzymania, to rzadko udaje się za pierwszym razem, aż do realizacji. To jest realne, choć w trudno namacalnej perspektywie.
Na dziś wydaje się żywcem wyjęte z fantastyki Lema.
Kiedy dostaliśmy Euro 2012, wszyscy też przecierali oczy ze zdumienia. Że jak to my, Polska, taką imprezę? Nie damy rady, nie ma szans. I co?
Wstydu raczej nie było.
Z igrzyskami też nie będzie. Za to jaka promocja. Cały świat przyjechałby do Polski. Nie tylko sportowcy, ale także miliony kibiców. To dopiero byłby sukces.
Najpierw jednak trzeba by wydać miliardy na nowe obiekty olimpijskie.
Nic za darmo, ale potem przez dwa, trzy pokolenia mogłyby służyć polskim sportowcom, także tym młodym, przyszłości polskiego sportu.
Pięknie brzmi, trudniej zrealizować.
Powinno zaczynać się od marzeń, a potem iść krok po kroku według założonego planu. I stawiać na ludzi, którzy nie znają pojęcia "niemożliwe". W Polsce, także dzięki Euro, jest ich coraz więcej.
@RY1@i02/2012/126/i02.2012.126.00000090c.802.jpg@RY2@
Brykczyński/REPORTER
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu