Więcej policji, mniej zakazów
W "Gazecie Wyborczej" policja z Trójmiasta relacjonuje, jak sprawdza się nieformalne pozwolenie na picie piwa w miejscu publicznym. Z okazji Euro kibice nie dostają mandatów za pochłanianie trunku, lecz co najwyżej pouczenie. Okazuje się, że ta prawna "promocja" działa znakomicie, pijący nie wszczynają awantur, nie zaczepiają przechodniów i nie robią wszystkich tych rzeczy, o których podejrzewalibyśmy ludzi z puszką piwa w ręku. Dość łatwo można zaobserwować to samo zjawisko w Warszawie między Starówką a Alejami Jerozolimskimi w dniu meczu. Mało kto udaje, że zakaz w ogóle istnieje, a najmniej sama straż miejska.
Szkoda, że nie daje to do myślenia policji i władzom miasta. Może zakaz jest w ogóle niepotrzebny? Czemu Polacy mieliby zachowywać się spokojniej w czasie Euro niż po jego zakończeniu? A może to po prostu cudzoziemcy są spokojniejsi? Jeśli ktoś jednak widział na ulicach swojego miasta młodych Anglików w piątkowy wieczór, wie też, że awanturnictwo to nie tylko nasza cecha narodowa.
Euro 2012 wyróżnia właśnie postawa policji. Jest jej po prostu bardzo dużo, a reagować ma nie erupcyjnie, lecz skutecznie i po cichu. Dzięki temu wróciła zasada domniemania dorosłości. Wolno pić tak długo, jak długo jest się spokojnym i grzecznym. A jak nie, po minucie patrol cię zgarnia. Pytanie tylko, czy w mundurze, czy pod przykrywką. Zakaz picia jest konieczny tylko w sytuacji, gdy na ulicach brakuje policji do zaprowadzania porządku. Nasze bezpieczeństwo - a paradoksalnie również nastrój dobrej zabawy - ma się lepiej, kiedy wokół nas roi się od sympatycznych mundurowych i niewidzialnych agentów Dobra. Zakazy to placebo, policja to lekarstwo. Od tego mamy służby, by karały nieodpowiedzialnie zachowujących się ludzi, a jednocześnie, by korzystnie wpływały na funkcjonowanie zdrowego rozsądku. Czas zerwać z mitem, że każdy Polak, gdy się napije, to macha pięściami.
A co z tymi, którzy nie wyzbyli się jeszcze tego nawyku? Przykładnie karać. Po paru miesiącach takiej kuracji widok grupy łebków pod sklepem nie będzie nas skłaniał do pójścia drugą stroną ulicy. Niemal na pewno będą mili, a niewykluczone, że właśnie kamuflują się na służbie.
@RY1@i02/2012/120/i02.2012.120.18600020a.802.jpg@RY2@
wojciech górski
Jan Wróbel, dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu