Wielkie niewiadome
Do zestawu fundamentalnych podziałów i mniej fundamentalnych podzialików przebiegających wzdłuż i wszerz naszego społeczeństwa doszedł spór nowy: co właściwie myśleć o Euro 2012? I to nie tylko o samych mistrzostwach, ale też na przykład o przygotowaniach do rozgrywek. Polaryzacja ocen jest taka, że każdy znajdzie coś dla siebie. Od poczucia totalnej klęski, że nie ma autostrad ani porządnej kolei, a lotniska udały się jakoś psim swędem, do postawy odwrotnej, podkreślającej to, że w ramach przygotowań do imprezy Polska zanotowała skok cywilizacyjny - trochę dróg powstało, sporo jest w budowie, doszło do rzeczy u nas wcześniej niewidzianych, jak choćby remonty dworców kolejowych, powstały stadiony i w znaczący sposób unowocześniono lotniska. A prawda? Pewnie jak zwykle jest gdzieś pośrodku. Katastrofy nie ma, minimalne wymogi w postaci stadionów i lotnisk zostały spełnione, apetyt na więcej nowych dróg i lepsze koleje nie został zaspokojony w całości. Tyle.
W ramach sporu o Euro 2012 coraz częściej słychać jednak pytanie inne: co po mistrzostwach? I tu robi się ciekawie. Może to zabrzmi nieco na wyrost, ale to, co wydarzy się w ciągu kilkunastu miesięcy po imprezie, będzie miało znacznie poważniejsze konsekwencje. Albo przedłużymy rozpęd związany z przygotowaniami do mistrzostw, albo pozostaniemy z poczuciem kaca i dotkliwym pytaniem, po co to wszystko było. Tyle że operujemy na paru niewiadomych. I od ich wyjaśnienia zależy, co się wydarzy. A zatem po kolei.
Niewiadoma nr 1: kondycja polskiej gospodarki po mistrzostwach. Już teraz mamy wiele wskaźników, które pokazują, że lekko najprawdopodobniej nie będzie. Hamujemy. Co więcej, nakładają się na to słaba koniunktura w Unii Europejskiej, problemy Grecji, sektora finansowego i nowe polityczne rozdanie na kontynencie. Oczywiście Euro 2012 nie zaszkodzi gospodarce, choć bardzo optymistyczne prognozy o gigantycznym impulsie zostały boleśnie zweryfikowane chociażby przez zestaw drużyn, które do nas przyjadą. I choć mistrzostwa na kondycję gospodarki mają ograniczony wpływ, ta kondycja ma podstawowe znaczenie dla tego, co po nich będzie się działo z kolejnymi niewiadomymi.
Niewiadoma nr 2: budowa dróg. Układanka jest dosyć prosta: jeżeli ziszczą się złe scenariusze dla gospodarki, można zapomnieć o dalszych inwestycjach, nie będzie na nie pieniędzy. Tylko że najprawdopodobniej ziszczą się scenariusze pośrednie, oznaczające spowolnienie i słabszy poziom wzrostu PKB. Co wtedy z drogami? Po Euro 2012 będzie ich więcej, ale nie można jeszcze mówić o kompletnej sieci. A budowa dróg to nie fanaberia, tylko cywilizacyjna i gospodarcza konieczność. Nie znoszę określeń typu "rządowy priorytet", ale jeżeli rząd jakiś priorytet już mieć musi, to niech będą nim drogi. A najświeższe prognozy, że po tym, jak skończą się opóźnione inwestycje na Euro, w naszym kraju będzie oddawanych zaledwie 100 km dróg rocznie, brzmią jak horror.
Niewiadoma nr 3: modernizacja kolei. Sytuacja do pewnego stopnia analogiczna. Różnice jednak są. Drogowcy mimo wszystko nauczyli się sprawnie przechodzić procedury, rozstrzygać przetargi i mimo wszystko budować. U kolejarzy skala powikłań jest znacznie większa, ale powiedzmy, że pojawił się pewien impet związany choćby z modernizacją dworców. Jeżeli ten impet po mistrzostwach osłabnie, będziemy mieli kolej podobną do tej sprzed turnieju. Więdnącą. Pociesza, że kolejarze znaleźli w końcu receptę na jedną z głównych bolączek, czyli koszmarnie niską prędkość pociągów. Zamiast przez parę lat remontować długie trasy, tak jak w przypadku legendarnej już linii Warszawa - Gdynia, wystarczy szybko naprawić najbardziej zniszczone odcinki. Proste, prawda? A jednak dojście do tego wniosku wcale nie było takie łatwe.
Niewiadoma nr 4: stadiony. Nie ma co ukrywać, są jednymi ze wspanialszych w Europie. Ale biorąc pod uwagę poziom polskiej piłki nożnej, jest ich dużo. Są drogie w utrzymaniu. I dlatego, jeżeli błyskawicznie nie obrosną infrastrukturą sportowo-rozrywkową, nie będą tętnić życiem, może się pojawić poważny kłopot. Widziałem niektóre obiekty wzniesione blisko dziesięć lat temu na mistrzostwa Europy w Portugalii. Nie był to widok budujący. Zaniedbane, opustoszałe, niszczejące. Dosyć ponura pozostałość po imprezie, nikomu niepotrzebne pomniki mistrzostw. U nas nie można dopuścić, żeby stały się symbolami wyrzuconej w murawy kasy.
Niewiadoma nr 5: sportowy sukces na Euro. Raczej mało prawdopodobny, ale gdyby do niego doszło, trudno przewidzieć, jaki efekt ekonomiczny wywołałaby ogólnonarodowa fala entuzjazmu. Można powiedzieć tylko tyle, że na pewno nie byłby to efekt ujemny...
@RY1@i02/2012/106/i02.2012.106.18600120b.802.jpg@RY2@
Marcin Piasecki, wydawca Dziennika Gazety Prawnej
Marcin Piasecki
wydawca Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu