Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Po co nam perfekcja

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Jedną z najwygodniejszych możliwości dostania się z lotniska Fiumicino pod Rzymem do Wiecznego Miasta jest pociąg. Przyznam, że widoki z okna podczas tej kilkudziesięciominutowej podróży mogą wywołać niejakie zaskoczenie u spragnionych obcowania z tysiącami lat kultury. Otóż linia kolejowa wije się wśród stert śmieci, biedamurków, baraczków i budyneczków obficie ozdobionych graffiti. Nie wygląda to apetycznie, zresztą tereny kolejowe zwykle do pięknych nie należą, czasami naprawdę daleko im do schludnych makiet tworzonych przez miłośników dróg żelaznych.

Jednak i w tym niepięknym krajobrazie różny może być stopień zaśmiecenia. Tutaj podrzymska linia przebija chyba standardowy dosyć brud przy torach w Polsce. Tak że jeżeli nie można tych torów sprzątać - a od lat wygląda to na zadanie niewykonalne - to przynajmniej można się typowo po polsku pocieszać, że gdzie indziej jest jeszcze gorzej.

Podróż na trasie Fiumicino - Rzym ma jedną niezaprzeczalną zaletę. Pociągi kursują regularnie, o ile sobie dobrze przypominam co pół godziny. Okazuje się to olbrzymim udogodnieniem w kontekście naszej własnej inwestycji, pierwszej nowej linii kolejowej w Polsce od 23 lat, o imponującej długości dwóch kilometrów, umożliwiającej dojazd z lotniska Chopina do centrum Warszawy.

Linia wraz z podziemną stacją zostanie uruchomiona na tydzień przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw Europy. Przyznam, że o ile opinie o ogólnonarodowej katastrofie związanej z Euro 2012 uważam za bzdurne, to tutaj odczuwam niepokój. Przyjmując nawet, że wszystko będzie działać od strony technicznej, odpowiedzialni za komfort pasażerów uczynili co mogli, żeby tego komfortu nie było. Pociągi odjeżdżać będą nieregularnie, co kilkanaście albo co kilkadziesiąt minut. Podróżny nie sprawdzi tego na lotnisku, którego przedstawiciele dzielnie przyznali, że nie przewidują żadnej informacji w terminalu o godzinach odjazdu pociągów. Trzeba z bagażami iść na stację. Linię będą obsługiwać dwie różne spółki kolejowe, które nie honorują wzajemnie swoich biletów jednorazowych.

Może wyjść z tego niezłe zamieszanie, cudzoziemcy tak szybko nie połapią się w zawiłościach naszego systemu transportowego, rodakom zresztą też nie będzie łatwo. I przyznam, że intryguje mnie, dlaczego tak się stało. Odpowiedzi brak, podobnie jak osób odpowiedzialnych. Nikomu włos z głowy nie spadnie. Oczywiście są tłumaczenia, że przepustowość, że tabor, że inne pociągi zatykają linie i tak dalej.

Przykład linii kolejowej na Okęcie jest być może drobny, ale pokazuje pewną narodową cechę Polaków. Brak dążenia do perfekcji i to nie w sferze prywatnej, lecz "na zewnątrz" - w sferze służbowej, w tym także w przestrzeni publicznej. I to jeszcze zdroworozsądkowej perfekcji. Linia na Okęcie będzie? Będzie. No to o co chodzi? Ano o to, że skoro już wydano na nią ćwierć miliarda złotych, może warto zadbać o to, żeby doskonale funkcjonowała.

Dowody na brak perfekcji można mnożyć. Warszawę udekorowano nowymi drogowskazami. Świetnie. Tylko że wynika z nich, że główna trasa na Wschód prowadzi do metropolii o nazwie Terespol. Nie mam nic przeciwko Terespolowi, tylko że po drodze są większe miasta, do których warto poprowadzić kierowców. Znów ktoś nie pomyślał. Kto - nie wiadomo.

Rzecz dotyczy nie tylko transportu. Jeżeli już musimy zareklamować się za pomocą szyldu czy billboardu, polską normą nie jest to, czy będzie on ładny, czy brzydki (raczej na pewno będzie brzydki), tylko czy nie będzie zapyziały, zardzewiały lub podarty. A jeżeli jest - mało komu to przeszkadza. I nie dotyczy to tylko drobnego biznesu, choć ładnego napisu "hurtownia" jeszcze w naszym kraju nie spotkałem. Ale jeśli potężnym sponsorom Euro 2012 nie przeszkadza, że ich olbrzymie płachty reklamowe przykrywające most średnicowy w Warszawie podarły się, wypłowiały i od tygodni smętnie zwisają ze stalowych konstrukcji, to o czym rozmawiamy...

Jakoś nie mamy w sobie tej cechy, żeby działać perfekcyjnie. Na użytek prywatny - to co innego. Ale w przestrzeni, która poza tę prywatność wykracza, już nie. W tym kontekście może mniej dziwi opowieść, którą usłyszałem niedawno od jednego z trenerów biznesu. Otóż zaczął mi on wymieniać firmy, w których prezes decyduje o wszystkim, łącznie z kolorem papieru toaletowego. Z menedżerskiego punktu widzenia to absurd. Z punktu widzenia zachowań Polaków już mniej. Może ci prezesi po prostu wiedzą, że jeżeli o to nie zadbają, w łazienkach zawiśnie papier byle jaki. I kiedy zgłoszą jakieś pretensje, wyjdą wśród odpowiedzialnych służb na kompletnych oszołomów. Papier jest? Jest. No to o co chodzi?

@RY1@i02/2012/078/i02.2012.078.18600120b.802.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, wydawca Dziennika Gazety Prawnej

Marcin Piasecki

wydawca Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.