Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Praca droga jak używka

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Rządy w Polsce traktują pracę jak używkę i na takim samym poziomie ją podatkują. Bezrobocie wśród młodzieży sięga już prawie 25 proc. i według szacunków - po podniesieniu składki rentowej oraz płacy minimalnej - zwiększy się o kolejne kilka procent. Co prawda daleko nam jeszcze do najbardziej postępowej Hiszpanii (dochodzi do 50 proc.), ale lepiej nie będzie.

Jakie na to recepty na pracę ma nasz "najlepszy rząd po 1989 roku"? Otóż rząd ma program "Twoja kariera - Twój wybór" mający pomóc młodym w znalezieniu pierwszej pracy. Po lekturze bolą zęby.

Ministerstwo Pracy chyba się zawzięło i postanowiło skopiować z całego świata co bardziej nieudane, kosztowne pomysły, które owszem, tworzą miejsca pracy, ale głównie w administracji rządowej. Czasem zastanawiam się, w ilu miejscach na świecie musi nie udać się pomysł "doradcy zawodowego dla bezrobotnego", ile musi zostać wyrzuconych pieniędzy na "szkolenia" i "staże", ile musi powstać "bonów stażowych", "kształceniowych" i innych, ile razy muszą zostać przetestowane "ulgi" dla pracodawców, żeby politycy odpuścili. Chyba nie ma takiej ilości razy.

Nie chcę się pastwić nad programem Ministerstwa Pracy, na który przeznaczono 120 mln zł. Wystarczy powiedzieć, że nigdzie na świecie jak dotąd się to nie udało i wszelkie "programy" i "ulgi" w najlepszym razie działają w okresie ich obowiązywania, po czym sytuacja się pogarsza.

Pomijam już zupełnie, że z oficjalnych danych rządowych wynika, że wypłacenie obywatelowi 100 zł kosztuje podatnika 300 zł, i to tylko w roku obrachunkowym. Dalej kosztów już nikt nie liczy, a przecież doskonale wiadomo, że nawet kiedy program się skończy, miejsca pracy urzędników pozostają dalej. Płaci podatnik.

Oczywiście te wysiłki Ministerstwa Pracy skończą się jak powstanie Tybetu przeciw Chinom, co w najmniejszym stopniu nie przeszkodzi kolejnemu ministrowi stworzyć następny "ambitny" program. Wszak tak czynili wszyscy poprzednicy...

Tłumaczenie od lat, mówią to chyba już wszyscy, że tylko obniżenie pozapłacowych kosztów pracy, które to mamy wyższe niż w krajach skandynawskich, może przynieść jakiś efekt, na rządzących nie robi żadnego wrażenia. Sądzę, że politycy boją się prostych i skutecznych rozwiązań, bo stawiałoby to pod znakiem zapytania ich liczną obecność. Co by się z nimi stało, gdyby nie trzeba było "stymulować", "schładzać", "pobudzać", "wytyczać", wymyślać jakieś skomplikowane przepisy i daniny, a potem mnożyć dla nich ulgi... Ludzie mogliby zapytać, po co ich tylu, no i przede wszystkim czy potrzebujemy rządu, czy wystarczy tylko administracja? W świecie ładu naturalnego wystarczy administracja. I oni chyba tego się najbardziej boją.

Niestety, obawiam się, że młodym ludziom będzie z każdym rokiem coraz trudniej znaleźć pracę, bo politycy nie porzucą swoich praktyk i recept, którymi nas od lat uszczęśliwiają. A ja nie wierzę, że jeśli przez lata postępowali w taki sposób, to nagle zmienią swoje nawyki.

Cezary Kaźmierczak

prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.