Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wzorce najlepsze

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Na szczęście istnieją jeszcze najlepsze wzorce. Pozwalają na skopiowanie praktyk stosowanych gdzieś na świecie i wprowadzenia ich u nas. Niestety, jesteśmy nieco zacofani w ich stosowaniu. A szkoda, bo pozwoliłoby to m.in. na uniknięcie rozmaitych stanów zamieszania, wzburzenia opinii publicznej i najzwyklejszych wątpliwości.

Już wyjaśniam, o co chodzi. Polska nie jest krajem szczególnie sprawnym pod względem rozliczania odpowiedzialnych za różne wątpliwe posunięcia finansowe z publicznej kasy, w tym nietrafione inwestycje bądź inwestycje spóźnione. Takie przedziwne kontrakty zawierane przez administrację charakteryzują się przede wszystkim tym, że spalają gigantyczne pieniądze i nikt za to nie jest odpowiedzialny. Bo jak być odpowiedzialnym za coś w kraju, w którym przez 20 lat nie poradzono sobie z aferą FOZZ, a w korwetę "Gawron" włożono już kilkaset milionów złotych, a ona nadal nie pływa?

Na tym niezbyt ciekawym tle istnieje jeden wyjątek. Dotyczący marnych pieniędzy przy takim "Gawronie" i w dodatku mętny, gdyż tak naprawdę afery raczej nie ma. No, ale zawsze. To menedżerowie państwowych spółek powołanych do organizacji Euro 2012. W zasadzie już wszystko wiemy o kontraktach panów Kaplera i Herry, wiemy też, że w przypadku tego pierwszego pieniądze nie będą wypłacone, w przypadku drugiego - nie wiadomo, ale raczej nie obstawiałbym, żeby państwo było chętne do wyskoczenia z kasy.

I tutaj wracamy do kwestii najlepszych wzorców i to nie byle jakich, bo amerykańskich. W momencie gdy w Stanach wybuchł skandal z premiami dla menedżerów AIG, ubezpieczeniowego giganta i bankruta zarazem, który wziął 170 mld dol. pomocy publicznej, znaleziono na to interesujący sposób. Zaproponowano, żeby post factum obłożyć owe premie 90-proc. podatkiem. Po co zatem wozić się z Kaplerem i Herrą i ich kontraktami? Po co potem toczyć batalie w sądzie, udowadniać, że Stadionu Narodowego nie ma, a w przypadku drugiego, że Euro 2012 wcale się nie odbyło?

Wystarczy im pieniądze wypłacić, ale z góry zapowiedzieć, że się je im prawie w całości odbierze. Co prawda w USA pomysł 90-proc. podatku wzbudził duże wątpliwości natury konstytucyjnej, ale przecież Stany to nie Polska i u nas przynajmniej należy spróbować. Może przejdzie przy odpowiedniej konstrukcji prawnej? A korzyści dla gospodarki wydają się duże. Wystarczyłoby zastosować bardzo nieostre kryteria w obciążaniu megapodatkiem. Tak żeby obejmował wszystkich prezesów, którzy mogą czymś podpaść i których spółki pozostają pod kontrolą państwa.

To się sprawdzi w każdej sytuacji, warto nie tylko opodatkować premie, lecz także podstawowe wynagrodzenia. Kilkanaście dni temu, w mało zresztą widoczny sposób, media podały informację, że szef jednej z pozostających pod państwową kontrolą spółek energetycznych zarobił w zeszłym roku ponad milion złotych. Sęk w tym, że został odwołany (czyli odszedł z przyczyn osobistych), a z komunikatów można było zrozumieć, że się do roli szefa potężnej spółki energetycznej niespecjalnie nadawał. Ale swój milion wziął i to tylko za 2011 rok, czyli więcej niż Kapler i Herra za parę lat roboty. I w tym miejscu z odsieczą mógłby przyjść megapodatek. Prezes pieniądze dostał, bo taki był kontrakt, ale i tak można zabrać mu ich większość, gdy np. wymagać tego będą względy polityczne. Człowiek, zarabiając swoje miliony, doskonale wiedział, że mogą one przepaść. Wóz albo przewóz. Czysta sprawa.

Czysta pod jeszcze jednym względem. Spowoduje odpowiedni dobór kadr do firm, na które wpływ ma państwo. Obecnie z grubsza można je podzielić na dwie grupy. Ludzi bez większych kompetencji, ale niemających wiele do stracenia, którzy nie znajdą nigdzie indziej roboty poza państwowym. Nie ten biznes, to inny, i tak do skutku, bo nie mają dokąd pójść. To grupa raczej mało kłopotliwa, nie robi wielkiego krzyku - tak czy inaczej jest uzależniona od szeroko pojętego sektora publicznego.

I grupa druga. To menedżerowie z krwi i kości, którzy mogą liczyć na bajeczne zarobki i premie w sektorze prywatnym. Powodowani chorobliwą dawką idealizmu uważają, że są w stanie zrobić coś dla państwa lub dla państwowych firm. A jeśli kończy się to ogólną awanturą, dosyć bezczelnie domagają się należnych im pieniędzy. Wiszący nad ich głowami megapodatek skutecznie, już na wstępie, oczyściłby sytuację. Po prostu nikt poważny nie zdecydowałby się na robotę na państwowym. Tacy Herra z Kaplerem nie wyściubiliby nosa ze swoich prywatnych korporacji. I przynajmniej pod tym względem byłby spokój.

@RY1@i02/2012/049/i02.2012.049.18600120b.802.jpg@RY2@

Marcin Piasecki, wydawca "Dziennika Gazety Prawnej"

Marcin Piasecki

wydawca "Dziennika Gazety Prawnej"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.