Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Lobbyści zarabiają również w czasie kryzysu. Czas, by przyłączyli się do walki z nim

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Ruch Okupujmy Wall Street był jak błysk światła dla Amerykanów, którzy czuli się wściekli z powodu panującego status quo. Jeżeli jednak Paul Volcker, były prezes Rezerwy Federalnej, ma rację, nie tylko Wall Street zasługuje na to, by je oplakatować. Żartuje, że powinien powstać ruch "Okupujmy K Street", w którym protestowano by przeciwko potędze lobbystów pracujących przy (nie)sławnej K Street (tu mieszczą się siedziby firm doradczych i lobbystycznych - red.)

Volcker wie, co mówi. Kilka lat temu prezydent Obama zaprosił go do zespołu ds. reformy finansowej, w którym wszczął krucjatę na rzecz rozdzielenia inwestycji banków z udziałem ich środków własnych (proprietary trading) od zbierania depozytów. Wywołało to wściekłe protesty lobbystów zatrudnionych przez banki. W rezultacie tzw. reguła Volckera może zostać rozwodniona.

Jednak problem z K Street wykracza daleko poza banki. W ubiegłym tygodniu Columbia Business School zorganizowała konferencję na temat więzów łączących biznes z polityką. Sharyn OHalloran, profesor z Columbia, ujawniła, że firmy wydały ostatnio 3,5 mld dol. na lobbystów, dwa razy więcej niż dekadę temu. Obecnie w Waszyngtonie jest około 15 tys. zawodowych lobbystów (używając wąskiej definicji tego terminu), co również oznacza znaczący wzrost. Na K Street zatrudnienie rośnie, nawet gdy gospodarka kuleje.

Jednym z powodów jest to, że agendy rządowe sięgają coraz głębiej w obszary życia gospodarczego, tym samym skłaniając firmy do walki o kształtowanie regulacji. Kolejnym są koszty - 3,5 mld może się wydawać wielką sumą, jednak jeżeli chodzi o duże firmy, wynajmowanie lobbystów nie jest drogie. Zwłaszcza że zyski mogą być zawrotne. John Podesta, szef lewicowego think tanku Center for American Progress, twierdzi, że sektor energetyczny zarabia 3 tys. proc. procent na inwestycjach w lobbing (kiedy porówna się dodatkowe zyski, które firmy osiągają na zmianach przepisów z kosztami lobbingu za tymi zmianami).

Ten lobbingowy wyścig zbrojeń przeraża Volckera, a także wielu wyborców. Tym bardziej że ma miejsce w czasie, kiedy najbogatsi Amerykanie znajdują nowe sposoby na kształtowanie sceny politycznej. Jednak w tym rozwoju K Street tkwi paradoks: kiedy rozmawia się z naukowcami i liderami biznesu, słyszy się narzekania na wciąż zbyt małe zaangażowanie korporacji w politykę.

Choć firmy wydają krocie na lobbing w konkretnych sprawach, generalnie nie angażują się w wielkie debaty polityczne. Erskine Bowles, współprzewodniczący Komisji ds. Odpowiedzialności Fiskalnej i Reform, zaapelował ostatnio do szefów korporacji, by wsparli ponadpartyjne inicjatywy na rzecz ograniczenia amerykańskiego zadłużenia. Odzew był stosunkowo niewielki: część bała się krytyki, inni byli nazbyt zabiegani wokół własnych spraw, jeszcze inni zbyt globalni, by zajmowanie się Ameryką było dla nich skórką wartą wyprawki. Dlatego też lobbyści są hiperaktywni, broniąc spraw mikro, ale firmy siedzą z założonymi rękami, jeżeli chodzi o kwestie makro. Ta schizofrenia jest tragiczna w skutkach: jej efektem jest partyjny pat i słabe przywództwo.

Czy jest jakieś rozwiązanie? Konferencja na Columbii podrzuciła kilka pomysłów. Niektórzy prezesi, tacy jak Lewis Kaden, wiceprzewodniczący rady nadzorczej Citigroup, mówili, że próbują przeorientować swoje departamenty relacji politycznych, tak by zajmowały się szerszymi kwestiami. Glenn Hubbard, dziekan Columbia Business School, wezwał uniwersytety, by działały jako neutralne miejsca spotkań między biznesmenami i politykami. Niektórzy apelowali o większą transparentność. Firmy powinny ujawniać działania lobbingowe przed akcjonariuszami, a politycy głośno mówić, które korporacje ich wspierają. Nie spodziewajcie się jednak, że stanie się to szybko, a już na pewno nie w roku wyborczym. Gdy coraz więcej pieniędzy wchodzi do polityki, wszyscy są zgodni, że K Street będzie się dalej rozwijać, choć poza kontrolą wyborców. I (do tej pory) tych z namiotów okupujących.

Gillian Tett

publicysta "Financial Timesa"

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.