Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Zły Niemiec i machina z piekła rodem

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

D la niemieckiego ministra spraw zagranicznych codzienna prasówka europejskich gazet musi być ciężka. - Spójrz na te bzdury! - lamentuje jeden z dyplomatów, pokazując artykuł z pierwszej strony włoskiej gazety "Il Giornale", należącej do Silvio Berlusconiego. Autor łączy kryzys euro z Auschwitz, twierdzi, że Niemcy zamieniły wspólną walutę w broń. Greckie dzienniki już dawno obaliły wszelkie tabu dotyczące odniesień do hitlerowskiej okupacji. W całej południowej Europie wraca "zły Niemiec" oskarżany o wpędzanie innych państw w nędzę, obalanie rządów.

Na poziomie politycznym w Niemców uderza się uprzejmiej. Ale wymaga się głównie trzech rzeczy. Po pierwsze, by przeznaczyli więcej pieniędzy na zaporę ogniową - fundusz tak duży, że odstraszy rynki od spekulowania przeciwko południowoeuropejskim obligacjom. Po drugie, by zgodzili się na obligacje paneuropejskie, które będą zabezpieczeniem narodowego długu strefy euro. I po trzecie, by stymulowali własną gospodarkę, aż niemiecka konsumpcja stworzy rynek dla towarów z południa Europy.

Jednak Niemcy już przeznaczyły 211 miliardów euro na różne europejskie fundusze ratunkowe - to odpowiednik około 70 procent ich rocznego budżetu narodowego. Z kolei zapora ogniowa jest słusznie traktowana ze sceptycyzmem. Jeden z doradców Angeli Merkel powiedział wprost: - Europa Południowa nie chce tych pieniędzy do odstraszania rynków. Ona chce je wydać.

Niemcy mają również rację, sprzeciwiając się obligacjom paneuropejskim. To gwarancja udzielana zadłużonym krajom Europy Południowej, bez żadnej kontroli nad ich wydatkami. Trudno też zmuszać Niemców do kupowania większej liczby towarów z południa Europy. Może powinni dostawać ulgę podatkową w postaci vouchera wymienialnego na pakiet wakacyjny nad Morzem Śródziemnym?

W Niemców bije się brutalnie i niesprawiedliwie. W pewnym sensie jednak rzeczywiście ponoszą oni odpowiedzialność za obecny kryzys. Byli w awangardzie krajów dążących do powstania euro. A coraz wyraźniej widać, że wspólna waluta, za którą nie stoi jeden naród, leży u podstaw dzisiejszej sytuacji. Unia polityczna musi pociągać za sobą głęboką utratę suwerenności narodowej. A Grecy, Niemcy i Włosi mają głęboką awersję do oddawania kontroli nad swoimi budżetami.

Niemieccy politycy zachowują pozorny spokój. Jednak za kulisami czuć pesymizm. W ubiegłym roku dwukrotnie usłyszałem od wysokich rangą polityków niemieckich, że projekt wspólnej waluty był fatalnym błędem. Mówiąc o euro, jeden z nich powiedział: - Wymyśliliśmy maszynę z piekła rodem, której nie potrafimy wyłączyć.

Gideon Rachman

publicysta "Financial Timesa"

Tłum. TK

© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.