Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Klątwa ciekawych czasów. Prawnicza opowieść wigilijna

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Obyś żył w ciekawych czasach - to stare chińskie powiedzenie (a w istocie klątwę) doskonale można odnieść do rzeczywistości, w jakiej w ostatnich latach przyszło funkcjonować polskim prawnikom. I myślę tu o wszystkich profesjach prawniczych. Przełom starego i nowego roku to tradycyjny moment podsumowań i rozliczeń, czas spoglądania zarówno wstecz, jak i w przyszłość. W możliwość podejrzenia przyszłości można wierzyć lub nie, ale jedno trzeba przyznać - zła przepowiednia skłania do refleksji i zastanowienia, jak uniknąć pecha i oszukać nieprzychylne przeznaczenie.

Rok 2013 trudno uznać za pomyślny dla polskich prawników. Niepokój budzi rosnąca, praktycznie w sposób niekontrolowany, liczba młodych adeptów prawa, brak postępów w usprawnianiu działalności sądów czy trudne do zaakceptowania zmiany w notariacie spowodowane wejściem w życie ustawy deregulacyjnej.

Obserwując koncepcje, które w przekonaniu ich twórców mają ułatwić dostęp do usług prawnych i zagwarantować możliwości pracy w zawodzie absolwentom prawa, trudno się powstrzymać od życzenia im - na początek rozpoczynającego się roku - wizyty duchów rodem z "Opowieści wigilijnej" Dickensa. A szczególnie tego ostatniego, ukazującego przyszłość.

Wyobraźmy sobie zatem przyszłość, funkcjonowanie państwa i systemu prawa za kilka lat, gdy faktem stanie się unifikacja zawodu adwokata i radcy prawnego, a może też notariusza oraz komornika, zaś szeregi prawników tych specjalizacji co roku zasilać będzie tak wielu adeptów, że młodzi nie będą w stanie funkcjonować w wybranych przez siebie zawodach.

Co widzimy? Kowalskiego, który zamierza kupić dom i, co oczywiste, musi skorzystać z usług prawnika, który sporządzi odpowiedni dokument. Problemy zaczynają się już na wstępie. Transakcja, którą zamierza przeprowadzić Kowalski, wymaga potwierdzenia odpowiednim dokumentem, czyli musi posiadać walor czynności... No właśnie, jakiej? Obecnie wszystko jest jasne - mówimy o czynności notarialnej i udajemy się do notariusza. Pamiętajmy jednak, że nasza historia rozgrywa się w przyszłości. I cała rzecz przestaje nosić znamiona oczywistości. Jeżeli ustawodawca uznałby, że forma notarialna dla określonych czynności jest zbędna, to wspomniany Kowalski będzie mógł sporządzić dokument sam według swojego uznania albo udać się do dowolnego prawnika.

Na pierwszy rzut oka klient z tego wyboru powinien się tylko cieszyć. Im większa konkurencja, tym niższa cena usług. To jednak przedwczesna radość - wymóg nadania niektórym czynnościom formy notarialnej nie jest dziełem utrwalonego historycznie przypadku, lecz głębokiej refleksji. Akty notarialne dokumentujące, przymusowo lub dobrowolnie, określone czynności prawne, mają walor niezależności, odzwierciedlają rzeczywistość prawną w sposób obiektywny i bezstronny nie tylko w stosunku do stron czy uczestników czynności notarialnych.

Postulowane przejmowanie kompetencji notarialnych przez adwokatów czy radców prawnych w istocie nie będzie żadnym przejęciem, gdyż nie istnieje forma adwokacka czy radcowska, o czym głoszący te postulaty zdają się zapominać. W istocie swej oznaczałoby dekonstrukcję porządku prawnego, gdyż czynności te nie będą dokonywane w formie adwokackiej czy radcowskiej, ale po prostu w formie pisemnej - a zatem przez każdego. W tej sytuacji każdy z uczestników czynności, np. sprzedaży mieszkania, o ile sam nie będzie w stanie obronić swoich praw, będzie musiał korzystać z prawnika działającego wyłącznie w jego interesie.

Jeżeli transakcja będzie kredytowana, pojawi się jeszcze trzeci prawnik: prawnik banku, którego jedynym celem będzie doprowadzenie do tego, aby do transakcji - i udzielenia kredytu - doszło. Czy to model z przyszłości? Nie! Ten model funkcjonował już na rynku amerykańskim, będąc jedną z głównych przyczyn kryzysu na rynku nieruchomości i hipotek. Ponieważ stron nie było stać na indywidualną obsługę własnego adwokata, jedynym prawnikiem obsługującym transakcję był prawnik banku. A jego cel - wyżej określony - był jeden: aby kupujący zaciągnął kredyt. Jaki z tego wniosek? Zabrakło bezstronnego prawnika; prawnika nie dla jednej strony, ale prawnika dla danego zdarzenia, dla określonej czynności.

Prof. Robert J. Shiller, jeden z największych ekonomistów świata, w książce "The Subprime Solution" już w 2008 r. postulował zwiększenie roli władzy publicznej w obrocie nieruchomościami, proponując wprowadzenie do prawa Stanów Zjednoczonych bezstronnych prawników funkcjonujących na zasadach podobnych do modelu notariatu niemieckiego. Prawników, którzy nie byliby poddani nieograniczonej konkurencji i naciskowi sił rynkowych. Deregulacja, już wprowadzona w polskim notariacie, to pójście w całkowicie odmiennym kierunku. Notariat polski wskazywał na te postulaty płynące z kraju uznawanego za wzór liberalizmu w gospodarce już w maju 2012 r., kiedy rozkręcała się machina deregulacyjna ówczesnego ministra sprawiedliwości. Jego współpracownicy zarzucali nam wówczas sięganie do preferencyjnie wybranych ekonomicznych pozycji popularnonaukowych. I co się stało? Minister odszedł, deregulacja została przeprowadzona w sposób niezwykle chaotyczny, a prof. Robert J. Shiller został laureatem tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii finansowej.

Notariusz musi pozostać zawodem, którego istotą jest zapewnienie ochrony prawnej w sposób bezstronny i niezależny, a nie - jak to jest w przypadku adwokatów i radców - świadczenie pomocy prawnej. Profesje adwokacka i radcowska nie mają cech, które legły u podstaw naszego zawodu. Myślę tu także o obiektywizmie w dokumentowaniu obserwowanych zdarzeń. Adwokat czy radca prawny to zawsze pełnomocnik jednej ze stron. Jest zobowiązany, z istoty swego umocowania, do działania wyłącznie w interesie zleceniodawcy. Subiektywizm w ocenie zjawisk może przełożyć się na zapis w umowie, protokole przebiegu pewnych zdarzeń czy też czynności prawnej.

Wróćmy do naszego Kowalskiego. Co może zrobić? Cóż, jeżeli w jego interesie będzie choćby minimalne dostosowanie rzeczywistości do własnych potrzeb, to nic prostszego niż skorzystać z usług prawnika, który jest powołany do reprezentowania i ochrony interesów zleceniodawcy. Tylko jak wówczas ocenimy wartość takiej umowy z punktu widzenia drugiej strony kontraktu? Dokument może nie gwarantować zabezpieczenia jej interesów. Musi więc skonsultować go ze swoim prawnikiem. I znów zapłacić. A jeśli nie będzie jej na to stać? Tutaj wracamy do tezy prof. Shillera: doradzi prawnik kredytodawcy, a o opisanych przez tego autora efektach takiego działania już wspomniałem.

Prawnicza przypowieść wigilijna nie napawa optymizmem. Mam nadzieję, że refleksja i rozważenie skutków zgłaszanych inicjatyw pozwoli na podjęcie działań, których celem będzie nie tylko zabezpieczenie interesów członków własnego samorządu, ale przede wszystkim - jak w działaniach samorządu notarialnego - umacnianie praworządności i bezpieczeństwa prawnego. Jednego jestem pewien - najbliższe lata będą dla polskich prawników ciekawe, ale do tego, aby były też dobre, musimy dołożyć starań.

Tam, gdzie interesy samorządów są zbieżne - a takie płaszczyzny istnieją - zapraszamy do wspólnego działania. Nie możemy w naszych dążeniach zapominać o zasadach: każda z naszych profesji powołana jest dla innych celów, stoją przed nami odmienne zadania, i każda - tak jak podkreślają to adwokaci w uchwałach organów swojego samorządu - powinna bronić kształtowanej przez dziesięciolecia tożsamości. W przypadku notariatu możemy mówić o tradycji wielowiekowej.

Wymóg nadania niektórym czynnościom formy notarialnej jest wynikiem głębokiej refleksji

@RY1@i02/2013/249/i02.2013.249.183001000.803.jpg@RY2@

Tomasz Janik prezes Krajowej Rady Notarialnej

Tomasz Janik

prezes Krajowej Rady Notarialnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.