Zielona wyspa i klątwa egzaminów
W moim prywatnym rankingu nieudolności jedno z pierwszych miejsc okupują egzaminy na prawo jazdy. Ile razy można zmieniać ich zasady? Odpowiedź brzmi: nieskończenie wiele. Tylko od początku wieku robiono to kilkanaście razy i właśnie będą kolejne zmiany.
W końcu - czy my mamy poważniejsze problemy? Taka służba zdrowia. Musi być OK, skoro rząd rządzi szósty rok, a nic nie zmienia. Uniwersytety kształcą bezrobotnych jak kształciły, więc to też pewnie przemyślane. Dzieci się rodzą za granicą, to i musi być im tam dobrze. A jeśli nawet pociągi zwalniają, to przecież kiedyś przyspieszą. Demografia nas nie dołuje, łupków szukamy, na Majdanie krzyczymy, a w Europie jesteśmy. Czyli: jest, jak być powinno.
Tylko te przeklęte egzaminy. Męczą, spać nie dają, zmuszają do ciągłego wysiłku. Ostatnia brakująca część układanki, by nasz kraj spłynął mlekiem i miodem. Posłowie i ministrowie muszą zgłębić sprawę, poszukać rozwiązania. Uchwalić kolejną ustawę, napisać kolejne rozporządzenie.
Bo i co innego mieliby robić?
@RY1@i02/2013/243/i02.2013.243.000000200.801.jpg@RY2@
Andrzej Andrysiak zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Andrysiak
zastępca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu