Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Pułapka empatii

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Czasem trzeba kogoś poświęcić, bo tego wymaga dobro wspólne. Na przykład niektóre sześciolatki na rzecz innych sześciolatków czy emerytów jednego pokolenia na rzecz emerytów z innego. Ciężko nam się takie decyzje podejmuje, zwłaszcza gdy możemy zobaczyć ich ofiary z bliska. To normalne.

Typowy przykład z etyki, ku refleksji. Sytuacja numer 1: jedziesz tramwajem bez hamulca, a tu rozjazd. Po jednej stronie pięć osób na torach, po drugiej jedna. Kogo przejechać? Pewnie jedną, bo co pięć żyć to nie jedno. Wybór trudny, ale jasny.

A teraz sytuacja numer 2: jedziesz tramwajem i nie ma rozjazdu. Za to na torach pięć osób, a tramwaj pędzi. Żeby je ratować, musisz się zakraść i zrzucić na tor grubego pana - tramwaj się na nim zatrzyma, pan zginie, a pięć osób uratowane. Zrzucasz? Nie! Oczywiście, że nie. Nie jesteś potworem.

Dziwne, prawda? Sytuacja w zasadzie ta sama. Pięć osób albo jedna. Tylko że jadąc tramwajem nr 1, nie patrzy się w oczy dopuszczalnej stracie. Za to pan, którego zrzucamy w drugim przypadku, ma nie tylko twarz, lecz także pewnie zegarek na ręku - może dostał go od syna? Kurtka na łokciach wytarta, pewnie niebogaty. I zrzuć takiego na tory. Nie da się.

Joshua Greene z Uniwersytetu Harvarda, filozof i neurobiolog, od lat prowadzi badania, które mają wyjaśnić naszą niespójność w moralnym rozstrzyganiu takich przypadków. Okazuje się, że im bliżej ofiary, tym mniejsza aktywacja części mózgu odpowiedzialnej za racjonalną kalkulację. Bezpośredni kontakt sprawia, że zapominamy o rachunku moralnych zysków i strat; włącza się emocjonalna blokada przed wyrządzaniem jakiegokolwiek zła, nawet jeśli to zło dużo mniejsze. Z badań Greenea wynika, że wystarczy do opisu danej sytuacji wrzucić kilka przymiotników, żeby ludzie zmienili zdanie na temat tego, co trzeba zrobić - poświęcić Jana dla dobra wspólnego jest łatwiej, niż poświęcić kochającego pingwiny Jana o włosach piaskowy blond.

Co z tego? Nasze wybory, zwłaszcza w kwestii polityki ekonomicznej (komu dać, komu zabrać, kogo sprywatyzować, a kogo zwolnić), są coraz bardziej abstrakcyjne i bardzo różnią się od decyzji podejmowanych w żyjącym w bliskości stadzie. Tymczasem ewolucja nas poskładała tak, że nasze rozumowanie moralne łatwo poddaje się emocjom płynącym z empatii - bo głębokie instynkty naszego gatunku zostały skrojone na życie w mniejszej grupie. Zresztą co tam instynkty - pierwsze nauki moralne też są oparte na reżyserii empatii: uczymy się nie wyrywać pluszowych misiów, bo komuś będzie przykro, tak jak i nam jest, gdy misia wyrywają. Nic więc dziwnego, że trudno nam widzieć sytuacje wyboru z lotu ptaka, skoro już jeden przymiotnik sprawia, że ciężko poderwać się w górę. A jednocześnie naturalne, niegasnące, ale oślepłe w skomplikowanej rzeczywistości odruchy empatii są często przeszkodą dla wyrządzenia zła, nawet jeśli byłoby ono znacznie mniejsze.

Czy twierdzę, że trzeba zrzucić biednego tęgiego pana na tory? Przysięgam, że nie. Nie mam też nic przeciwko empatii, bo to ona trzyma nasze stada i stadka w kupie. Ale musimy uważać, bo łatwo nas zmanipulować i wmówić, że jesteśmy w tramwaju numer 2, podczas gdy akurat jesteśmy - i być powinniśmy- w tramwaju numer 1.

Weźmy debatę na temat sześciolatków. To jasne, że myśląc o wysłaniu dzieci do szkoły wcześniej, jesteśmy w tramwaju numer 1 - powinniśmy sprawdzać, ile osób skorzysta na reformie, a ile na niej straci. Ale z flanki pokazują nam twarze Krzysia czy Zosi, którzy moczą się w nocy i nie lubią pani. Jakie to ma znaczenie? Z punktu widzenia interesu ogólnego żadne, ale oto nagle jedziemy już tramwajem numer 2. Przecież nie zrzucimy dziecka na tory! Nawet jeśli przez to przejedziemy tysiąc innych.

Ludzkie historie są ważne, a empatia pozwala nam je rozumieć. A potem, po wysłuchaniu opowieści, trzeba wsiąść do pierwszego tramwaju. Ofiary są zawsze, a naszym obowiązkiem jest robić tak, żeby było ich mniej.

@RY1@i02/2013/241/i02.2013.241.00000090a.802.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.