Jestem zajęty, więc jestem
Dziś praca się nie zaczyna i nie kończy. Jest magmowatym kontinuum, może wstęgą Moebiusa, może sferycznym, spieszącym się w niebyt wszechświatem, wszechobecnym, kleistym jak ciągutka. Nie jest niespodzianką, że praca zagarnia życie u tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Niedawno amerykańską blogosferę poruszył szczery tekst Lindy Tirado, matki i kucharki. "Odpoczynek to luksus bogaczy" - pisze Linda. "Ja wstaję o 6 rano, idę do szkoły, potem do pracy. Odbieram dzieciaki, męża, potem mam pół godziny, żeby się przebrać i lecieć do pracy numer 2. Wracam po północy i nadrabiam zaległości. Zasypiam o 3 nad ranem". To nie znaczy, że Linda sądzi, że ma wystarczającą ilość roboty. Gdyby tylko miała ciut więcej czasu wolnego, musiałaby szukać kolejnej pracy. "Musicie zrozumieć: my wiemy, że zawsze będziemy zmęczeni. Nigdy nie będzie nadziei. Nie będzie wakacji. Nigdy".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.