Własność jest święta
W państwie prawa, za jakie chce uchodzić Polska, 25 lat po obaleniu komunizmu nikogo nie powinno dziwić, że właściciele przedwojennych nieruchomości chociaż dzisiaj siłą rzeczy częściej ich spadkobiercy robią wszystko, by to, co do należało do rodziny, odzyskać. Jeśli cokolwiek może dziwić, to raczej fakt, że do dzisiaj państwo, które wcześniej zwyczajnie ukradło tysiące prywatnych własności, z własnej woli ich nie zwróciło lub tam, gdzie nie było to możliwe, za swój haniebny czyn nie wypłaciło odszkodowań. Zdumiewające również, że Polska, taki dumny kraj, nie miała odwagi wziąć na siebie, a nie spychać na swoje zadłużone miasta, obowiązku zajmowania się roszczeniami przedwojennych właścicieli.
Zarówno dekret Bieruta, jak i inne mniej spektakularne kradzieże popełnione z premedytacją przez władzę ludową były pochodną obowiązującej po wojnie ideologii, a państwo, które je realizowało, było organizacją zbrodniczą. To bezsporne. Zastanawiające jest za to, dlaczego wolna Polska tę zbrodniczą postawę po cichu kontynuowała, umywając ręce i zamiatając poważny problem pod dywan. A jeśli już własność oddaje, to zmuszona przez sąd.
Dzisiaj słyszymy, że Sejm będzie zasilał przez pewien czas Warszawę kwotą 200 mln zł na reparacje skutków komunistycznych wybryków. A inne miasta? Jak one poradzą sobie ze zwrotem zagarniętych dóbr? Przyszłoroczne wybory samorządowe i kampania przed nimi to szansa na kilka podobnych sejmowych inicjatyw. Oby niepozorowanych. Boję się jednak, że potem wciąż będziemy udawać, że kradzione nie tuczy.
@RY1@i02/2013/235/i02.2013.235.00000020a.802.jpg@RY2@
Marcin Hadaj szef sekretariatu redakcji
Marcin Hadaj
szef sekretariatu redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu