Nasz tort powszedni
Ach, to uczucie, kiedy jesteśmy na weselu, wnoszą wielki tort, potem wuj ze strony matki zjada niemal całe to cudo, a setka gości próbuje podzielić się wisienką... Zupełnie jak w USA, gdzie 1 proc. obywateli posiada aż 40 proc. dóbr finansowych (pokaźny kawał ciasta). Niewielka część (19 proc.) zjada połowę tortu (53 proc. dóbr), a pozostałe 80 proc. walczy tylko o wisienkę, o nie więcej niż 7 proc. cukierniczego arcydzieła. W Polsce tort jest mniejszy, ale my, maluczcy, też cmoktamy pestkę, zerkając na ucztę najbogatszych. Zastanówmy się, dlaczego mocno nierównomierny rozkład zamożności tak nas oburza.
Bo oburza. Nas, wisienkowców, ale i niektórych Gatesów. I jest to emocja inna niż zżymanie się na biedę jako taką. Od bycia biednym gorsze jest być biedniejszym; bycie bogatym to nie to co bogatszym. Tu oburzenie dotyczy nie samego faktu (majętności), ale relacji (różnicy między mną a tobą). Mamy dość powodów, by sprzeciwiać się nierówności. Na przykład taki: świat jest nieprzewidywalny. A co za tym idzie, sukces nie musi odzwierciedlać zasług. Powód drugi: świat jest przewidywalny. Dlatego słaba płeć, wiejskie urodzenie i inne pozornie nieistotne kwestie wyznaczą nam niziutką pozycję na krzywej dochodów. Powód trzeci: o ile dla nierówności finansowej łatwo znaleźć uzasadnienie systemowe (wzrost gospodarczy, wolność bogacenia się), to dla nierówności w zdrowiu, szczęściu i samorozwoju już trudniej - a przecież są one dzisiaj nierozerwalnie związane z majętnością.
To są jednak wszystko argumenty z lotu ptaka; dobre, ale dalekie od doświadczenia. A w naszej codzienności moralne oburzenie mocno zależy od poczucia bliskości. Czy to nie fair, że gdzieś w dalekim świecie jakieś inne dziecko ma wszystkie zestawy Lego, jakie istnieją? Może trochę. Jednak dużo bardziej nie fair jest, według mojego syna, że jego kolega posiada zestaw z helikopterem, którego jemu odmówiono. Niewspółmiernie bardziej niesprawiedliwe byłoby jednak, gdyby miał siostrę, a ona miałaby o jeden żółty klocek więcej. I nie tylko o zazdrość tu chodzi, ale o bardziej już abstrakcyjne poczucie prawa do krzywdy. Im bliżej nam do siebie, tym groźniej zieje ekonomiczna przepaść między nami. Większe oburzenie może więc oznaczać głębszą więź.
Mam taką uwagę: to, że biednym tak daleko do bogatych, to źle. Ale to, że coraz częściej czujemy się takim brakiem balansu oburzeni, cieszy mnie. Bynajmniej nie dlatego, że oczekuję rewolucji, ale dlatego, że szukam potwierdzenia, że jednak my, Polacy, i my, ludzie, jesteśmy jakąś tam wspólnotą.
Moralne oburzenie świadectwem wspólnoty? Pokrętnie, ale jednak tak. Każda emocja ma podstawy. Nie można współczuć, jeśli nie myślimy, że dzieje się coś złego. I nie da się oburzać na nierówność, jeśli nie mamy nic wspólnego z innymi na krzywej dochodów. Aha, mam cię: oburzasz się na panów z listy "Forbesa", to znaczy, że myślisz: z jednej jesteśmy gliny, mamy jakąś wspólną sprawę.
Oburzenie (nie sama zazdrość) jest dlatego emocją niezwykle cenną, zwłaszcza dziś, gdy jesteśmy ze sobą skonfliktowani. Ma w sobie maleńki zarodek solidarnościowy. Oznacza ono, że jeśli nawet nie jesteśmy jak bracia, to coraz bardziej jesteśmy jak koledzy z klasy - może się nie lubimy, ale szkoła to nasz wspólny los. Obraz jest smutnawy: nierówności szaleją, a zalążek nadziei na zrozumienie, że życie we wspólnocie politycznej to nasza wspólna sprawa, możemy znaleźć tylko w poczuciu niesprawiedliwości. Ale to i tak coś. W oburzeniu ujawnia się nasze niewypowiedziane przekonanie, że i my, wisienkowcy, i wuj od strony matki ze swoim tortem to jedna rodzina. Dziesiąta woda po kisielu, co się tylko na ślubach spotyka, ale jednak.
@RY1@i02/2013/231/i02.2013.231.000002400.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam, etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu