Ostrożni czy zbyt skromni?
Tradycyjne polskie wychowanie obejmuje skromność. Nie żebym był zwolennikiem zwanego amerykańskim zapatrzenia w siebie i odpowiadania na każde pytanie: "Jest OK!", ale czasami troszkę przesadzamy. Babcie (a u nieco starszych i mamy) mówiły nam: "Siedź w kącie, a znajdą cię". Czasami odnoszę wrażenie, że i wśród naszych mniejszych przedsiębiorców znajdują się wyznawcy tego społecznego przykazania. Właśnie wśród małych i średnich, wielcy już - czasami z przesadną gorliwością - stosują się do zasady: jest świetnie i tej wersji będziemy się trzymać.
W dość już długiej jak na różne inicjatywy tego typu historii Skrzydeł Biznesu raz (czy dwa razy) na jakiś czas (na jedną edycję konkursu) zdarza nam się na pierwszy rzut oka dziwna reakcja uhonorowanego. Otóż pisze do nas przedstawiciel firmy, która znalazła się na przyzwoitym miejscu w swojej kategorii (z reguły nieco wyżej niż pośrodku stawki), z pretensjami, że jego przedsiębiorstwo zostało ujęte w rankingu. Uczestnicy wiedzą, że nasze laury są dla firm bezpłatne, więcej, że mogą po pierwsze nauczyć się czegoś podczas spotkania z zaproszonymi ekspertami, nie mówiąc już o darmowej reklamie. Kto by nie chciał się znaleźć na liście najbardziej dynamicznych i najuczciwszych? Okazuje się, że są tacy, którzy nie chcą. Dlaczego?
Może są zbyt skromni i postanowili cichutko robić swoje, siedzieć w kącie, nie rzucać się w oczy i jakoś tam sobie prząść? Obawiam się, że z ostatniego zdania prawdziwa jest tylko jedna część. Mianowicie ta o cichutkim robieniu swojego.
Polscy przedsiębiorcy byli tak długo przyzwyczajani do nieufności, że teraz trudno im się przestawić. Nie wierzą, że można coś dostać za darmo (nawet jeśli tym czymś jest satysfakcja i bycie docenionym za swoją dobrą robotę). Ale najważniejsze jest to, że nie wierzą, że coś się zmieniło w stosunku do przedsiębiorczości państwa rozumianego nie jako szczyty władzy (wszak regularnie są przez różnych ministrów i polityków zapewniani, że warunki ich pracy są dla nich najważniejsze, że oni sami pozostają kołem zamachowym polskiej gospodarki i że trzeba robić wszystko, by tej ich przedsiębiorczości nie zabijać), ale jako pan/pani z lokalnej skarbówki, naczelnik takiego czy innego wydziału w urzędzie miasta czy lokalny polityk, który szuka środków na kolejną kampanię przed wyborami, powiedzmy, do rady gminy... Wolą nie rzucać się w oczy, bo na pewno ktoś znajdzie powód i sposób, by ich w tej codziennej działalności wykorzystać lub zatrzymać. Chcę wierzyć, że to ostrożność na wyrost!
@RY1@i02/2013/230/i02.2013.230.200000100.802.jpg@RY2@
Maciej Weryński redaktor prowadzący
Maciej Weryński
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu