Bieda to problem. Ale bogactwo jeszcze większy
Skrajna bieda rodziców nie pomaga ich dzieciom wyrosnąć na fajnych ludzi. Drugim w kolejności nieszczęściem, jakie może spaść na dziecko, jest jednak... zamożność rodziców. Zastrzegam: kocham kapitalizm i z całego serca gratuluję ludziom bogatym. Dzieci jednak więcej tracą na bogactwie rodziców, niż zyskują. Nawet nie zauważamy, kiedy dzieciak staje się nastolatkiem, dla którego podróż pociągiem TLK okaże się przygodą życia. Opowiada o niej z przejęciem równym emocjom osób relacjonujących safari. Na safari bywał, pociągiem jechał tylko w Szwajcarii, aby oglądać Alpy z wagonu panoramicznego.
To nieprawda, że bogacze myślą tylko o pieniądzach, bo jest zwykle odwrotnie - ci, którzy mają za mało pieniędzy, myślą o nich znacznie częściej, a nieraz bez przerwy. Nie jest też prawdą, że dzieci bogaczy nie muszą się uczyć, bo i tak wybiorą płatne studia - ambicje edukacyjne nie zależą wprost od poziomu zamożności. Prawdziwym powodem, dla którego rodzice z forsą mają problem jak baza w Houston, jest rodzinny syndrom "marszu w jedną stronę".
Przypatruję się znajomym, którym udało się otulić kołderką pieniędzy. Prawie wszyscy chodziliśmy do tych samych państwowych szkół, w których obszarpane mapy w pracowni historycznej podklejone były plastrem. Mieszkaliśmy w blokach, dzisiaj zwanych "wysokościowcami zbudowanymi na module ramy H". O urodzie sklepów nie wspomnę. Łatwo zrozumieć, że ambitna jednostka chciała się wyrwać ze świata pogody dla szarych do świata pogody dla bogatych i kolorowych. Bogu dzięki, że mieliśmy takich ludzi, kiedy upadła komuna. Znam całe rodziny idące tropem: mieszkanie z rodzicami, mieszkanie w bloku, dom na kredyt, willa na kredyt, sukces. Nie raz, nie dwa pętały się przy nogach małe dzieci. Rosły razem z bogactwem rodziny. Miały wielki życiowy fart. Na własne oczy widziały, jakim trudem rodzina idzie w górę, same w tym marszu uczestniczyły.
One jeszcze, podobnie jak ich rodzicie, potrafiłyby, gdyby tak się los potoczył, wrócić na blokowisko. Miłe czasy salonu z kominkiem i 42-calową plazmą wspominano by z rozrzewnieniem, pewno i z żalem, ale w końcu z każdego snu trzeba się kiedyś przebudzić, prawda? Moi rówieśnicy oraz ich dorosłe dzisiaj dzieci potrafią maszerować w górę... i w dół. Dzieci już od urodzenia zamieszkujące dobrostan - nie.
@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.00000270a.802.jpg@RY2@
Jan Wróbel dziennikarz i publicysta
Jan Wróbel
dziennikarz i publicysta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu