Oferty pracy, których nikt nie widział
Konkursy i zasady zatrudniania w służbach publicznych muszą być przejrzyste we wszystkich instytucjach państwowych, a nie tylko tych wybranych.
Zatrudnienie urzędnika jest najczęściej poprzedzone żmudną procedurą konkursową. Podobne zasady obowiązują dyrektorów generalnych w korpusie służby cywilnej. Łącznie takich osób jest około 374 tys. Do tej grupy należy doliczyć pracowników urzędów państwowych, których jest około 70 tys. osób. Wobec nich nie ma jednak żadnych generalnych zasad zatrudniania. Podstawą zatrudnienia pracowników urzędów państwowych jest ustawa z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 269). Jej przepisy stosuje się do jednostek należących do administracji rządowej oraz do regionalnych izb obrachunkowych, a także kancelarii Sejmu, Senatu, czy prezydenta. Większość z nich przyznaje, że wprawdzie przepisy nie wskazują, jak ma wyglądać nabór i gdzie można się o wolnych etatach dowiedzieć, to sami jednak mają wewnętrzne procedury.
I tu zaczyna się problem, bo dlaczego w samorządach działy kadr muszą przygotować ofertę pracy i określić w niej pożądane i niezbędne wymagania. Dodatkowo przepisy nakładają na nich obowiązek przybliżenia kandydatowi warunków pracy na określonym stanowisku. Następnie muszą o tym poinformować na tablicy ogłoszeń w gminie i zamieścić ogłoszenie w biuletynie informacji publicznej w internecie. To jeszcze nie koniec. Jeśli kandydaci spełnią wszystkie te wymagania, to trzeba ich zaprosić co najmniej na rozmowę kwalifikacyjną. Jeśli jednak jest ich bardzo dużo, należy przygotować specjalny test wiedzy. Kolejny krok to sprawdzenie tego testu i wyłonienie najlepszego kandydata oraz sporządzenie protokołów. Do zamknięcia całej procedury trzeba jeszcze podać do informacji publicznej, kto wygrał konkurs i uzasadnić, dlaczego ta, a nie inna osoba. Podobna żmudna procedura obowiązuje w korpusie służby cywilnej. Zdarza się niejednokrotnie, że nabór trzeba powtórzyć, bo nie ma właściwego kandydata. A to wszystko trwa miesiącami.
Inaczej jest więc w instytucjach, do których stosuje się przepisy o pracownikach urzędów państwowych. Tam nie dość, że często nikt nawet nie wie, że szef urzędu poszukuje pracownika, to w sytuacji kiedy pojawia się nowy urzędnik nie wiadomo, jakie jest uzasadnienie wyboru właśnie jego kandydatury. W ostatnich dniach minister pracy postanowił wprowadzić zasadę, że wszystkie instytucje państwowe informują o wolnych stanowiskach urzędy pracy. Na początku mieli informować o każdym stanowisku nawet doradców i asystentów. Co więcej dla wspomnianych urzędów państwowych miała być wprowadzona procedura konkursowa na wzór samorządów i służby cywilnej. Jednak w trakcie konsultacji nad projektem nowelizacji minister wycofał się z planu ucywilizowania urzędów państwowych. Lobby urzędnicze znów wygrało. Zanim do tego doszło, pojawiły się liczne wyjątki od zasad, np. że nabory nie muszą być przeprowadzane, jeśli dotyczy to realizacji zadań z zakresu orzecznictwa w biurze Trybunału Konstytucyjnego. Wyjątek miał być też wprowadzony dla Sądu Najwyższego. Ostatecznie jednak minister pracy wycofał się z tej rewolucyjnej zmiany. Uznał, że w sumie to tylko wycinek potężnej administracji, więc nie ma o co kruszyć kopii.
Dlaczego mnie to nie dziwi, taka sytuacja już miała miejsce w 2011 r., kiedy to wprowadzano zasadę, że w tych urzędach, w których pracowników niepełnosprawnych jest mniej niż 6 proc., należy ich zatrudniać na preferencyjny zasadach. Też pojawił się projekt, w którym były wprowadzone zasady naboru na wzór innych urzędów. Również uznano, że to zbyteczne. W efekcie kierownicy urzędów państwowych wciąż mogą zatrudniać szybko i bez zbędnych formalności.
Może więc warto poprosić np. Najwyższą Izbę Kontroli, aby przyjrzała się, jak naprawdę wyglądają te wewnętrzne zasady rekrutacji we wspomnianych urzędach, o których każdy słyszał, ale nikt ich nie widział.
Nie można ograniczać dostępu do służby publicznej osobom, które spełniają warunki formalne
@RY1@i02/2013/220/i02.2013.220.21700020a.802.jpg@RY2@
Artur Radwan dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Artur Radwan
dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu