Konsumencki efekt motyla
Gdy mieszkający nad moją osobistą matką pan Jan rzuci na jej balkon papierosa, zarazem podpalając zeschnięte pelargonie, taki pożar jest jego winą. Jak się donice zajmą ogniem, to niech słusznie płaci. A jeśli matka moja widząc ogień, dostanie zawału? W zasadzie też chyba trochę wina pana Jana. Niech przynajmniej przyniesie kwiaty do szpitala.
Co jednak, jeśli ja odbieram telefon ze szpitala tuż przed egzaminem z prawa jazdy i z nerwów oblewam? To też wina pana Jana? A jeśli potem, bez prawa jazdy, muszę odwieźć dziecko taksówką do przedszkola i mamy zderzenie czołowe z autobusem? Niech jeszcze taksówkarz, samotny ojciec, zginie na miejscu, a jego syn sierota zejdzie na złą drogę, przyłączy się do mafii i zabije prezydenta USA, wywołując trzecią wojnę światową - czy pan Jan za to też odpowie?
Pewnie nie. Oddalanie i zapośredniczenie konsekwencji działania rozwadnia odpowiedzialność. Pan Jan ma mniej więcej tyle wspólnego ze światowym krachem politycznym, co motyl Lorenza ze spowodowanym przez siebie huraganem - albo tyle, co klient odzieżowej marki Cropp z cierpieniem młodej szwaczki Majedy Begum z bangladeskiej fabryki Rana Plaza.
W głośnej katastrofie w Rana Plaza zginęło 1131 osób; Majeda nie była jedną z nich. Żyje, ale prawdopodobnie nigdy nie dostanie nowej pracy. Po doświadczeniu tragedii ma silną klaustrofobię, walczy z chronicznym bólem i zaburzeniami orientacji. Ponieważ przeżyła, pewnie teraz kogoś wini. Ale kogo?
Kandydatów jest bez liku. Mogą być nimi ci wszyscy, którzy kreują, legitymizują i wzmacniają mechanizmy wolnego rynku wymuszające obniżanie cen, a więc może świętej pamięci Adam Smith, może prawodawcy, firmy odzieżowe, takie jak Gap, Sears czy LPP (właściciel Cropp, polskiej marki, której ubrania produkowano w fabryce Majedy). A może raczej bezpośredni decydenci tych firm, którzy targują się o każdego centa z dostawcą tekstyliów; może problem leży po stronie Bangladeszu, gdzie niskie stawki i tragiczne warunki pracy cieszą tych, którzy zapominają o prawach człowieka, skupiając się na wzroście PKB. I wreszcie my, konsumenci w spodniach szytych pod Dhaką.
Bo my w te spodnie odziani też jesteśmy ogniwem w łańcuchu przyczynowo-skutkowym, który kończy się na Majedzie. Nie mamy jednak luksusu pana Jana, który nie wie, że rzucając niedopałek, wywołuje wojnę - mamy internet i w każdej chwili możemy zobaczyć Majedę i inne ofiary z Rama Plaza. I wtedy rodzi się pytanie: co robić? Kupować? Nie kupować? Człowiek kupi i czuje ciężar w duszy. Nie kupi - i pozbawia Bangladesz dopływu gotówki, setki takich jak Majeda możliwości pracy w cieniu i (szczególnie ważne dla tamtejszych kobiet) szansy emancypacji, jaką (w pewnym sensie) daje zarobek 20 dol. miesięcznie.
Kupować. Ale to tylko rada dla leniwych. Jeśli nie możesz zrobić nic, przynajmniej rób tak, żeby Bangladesz trwał na ekonomicznej mapie świata. Bojkot dla samego bojkotu nie jest wart więcej niż kupno maślanki z Garwolina zamiast tej z Mlekovity, bo kto wie, że omijasz Cropp z powodu Bangladeszu, a nie z powodu kroju czapek?
Jeżeli jednak masz w sobie choć trochę więcej niż tylko minimum cnót, nie kupuj. Ale zrób coś. Weź prawdziwą odpowiedzialność za swoją maleńką rolę przyczynową w odległym od ciebie skutku. Napisz list do LPP. Wypowiedz się na forum internetowym. Wystąp w debacie studenckiej. Przyłącz się do organizacji praw człowieka. Złóż datek na rzecz organizacji pomagającym ofiarom zbyt swobodnych praw pracy. Zacznij pracę w ONZ. Nie zaczynaj pracy w ONZ, ale jako firma odrzuć ofertę nieetycznych ubrań roboczych i daj znać producentowi, dlaczego tak postępujesz. Zapłać więcej za ubrania z fabryk, o których wiesz, że są bezpieczne.
Lorenz miał rację, że jeden motyl w Chinach może przypadkiem spowodować huragan w USA. My jednak jesteśmy motylami szczególnego rodzaju. Potrafimy się zorganizować w całkiem niezłe stado i tak machać skrzydłami, że bardziej prawdopodobny będzie sztorm w Bangladeszu. Dlatego, jeśli masz siłę, to machaj, bo a nuż się poprawi. A nuż córka Majedy zarobi na godne życie w dobrych warunkach.
Niedopałków za to, bez względu na konsekwencje, na balkon sąsiadki nie rzucamy.
@RY1@i02/2013/217/i02.2013.217.00000190d.802.jpg@RY2@
WOJTEK GÓRSKI
Karolina Lewestam etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Karolina Lewestam
etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu