Wystarczy być
Na sytuację, w której delegowani sędziowie, pełniący funkcje podsekretarzy stanu w resorcie, zarabiają o 2/3 więcej niż ich szef, można się oburzać co najmniej na dwa sposoby.
Z punktu widzenia ustrojowego powinnam się oburzyć monteskiuszowsko, jak większość środowiska sędziów: bo to skandal, gdy sędziowie tak zajadle walczą o swoją niezależność od władzy wykonawczej, a gdy przychodzi co do czego, spokojnie biorą od niej niemałe pieniądze i wykonują jej polecenia służbowe. Tyle że moja wiara w trójpodział władzy dawno już straciła swoją świeżość.
Dlatego bliżej mi do oburzenia, powiedzmy, leninowskiego. Takiego, które niewiele sobie robi z przepisów ustaw. Bo na pewno jest w paragrafach ukryta jakaś przyczyna, jakiś przelicznik, dodatek czy kruczek, który w majestacie prawa pozwala ciągnąć pensję w podwójnej wysokości. Tyle że - tak jak człowiek, który resortem kierował całkiem niedawno - mam w nosie taką literę prawa. Jego duch przemawia wyraźnie: tyle płacy, ile pracy. Wynagrodzenie nie przysługuje bowiem za to jedynie, że ktoś jest lekarzem, dziennikarzem czy sędzią. Chodzi jeszcze o to, by tę pracę wykonywał.
Na koniec został mi niesmak niższego sortu: estetyczny. Pierwszy paragraf sędziowskiego zbioru zasad etyki stanowi, że z pełnieniem urzędu sędziego wiążą się ograniczenia. I może ta niechęć do ograniczeń jest w tej historii najważniejsza.
@RY1@i02/2013/216/i02.2013.216.000000200.802.jpg@RY2@
Barbara Kasprzycka kierownik działu prawo
Barbara Kasprzycka
kierownik działu prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu