Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy Kazik ma teraz zaśpiewać: wszyscy dziennikarze to prostytutki

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Cz warta władza: media. Niezależne, obiektywne, wiarygodne. Pewnie już po tych słowach pojawił się na Państwa twarzach grymas niezgody czy niezadowolenia. Na mojej też, choć bardzo bym chciała, aby było inaczej. Nie żebym sądziła, że da się zatrzymać zmiany, jakie zachodzą w świecie i w Polsce - w tym w mediach, na których chcę się skupić w tym felietonie - ale nie podoba mi się ich kierunek. Zachowujemy się jak bezmyślne stado baranów, które jest prowadzone na rzeź, a ma przekonanie, że idzie popaść się na łące z cudownie soczystą trawą. Zapominamy, że cel zmian zależy od nas samych, nawet jeśli do jego wyznaczenia jesteśmy zmuszani okolicznościami zewnętrznymi. Standardy też sami określamy. Nie ma co się zasłaniać przeobrażeniami w potrzebach i zwyczajach czytelników, widzów i słuchaczy, bo te następują stale. A tym bardziej takimi zmianami tłumaczyć odstępowanie od reguł, które nadawały sens zawodowi dziennikarza i uwiarygodniały go w oczach społeczeństwa .

O tym, że władza ustawodawcza i wykonawcza ma coraz niższy poziom, media trąbią, kiedy się da. Rozwodzą się nad bylejakością naszych polityków i brakiem merytorycznej dyskusji. Ale to one same przyczyniają się do takiego stanu rzeczy. Wyciągają jakiś szalenie kontrowersyjny cytat z czyjejś wypowiedzi i mamy show na co najmniej kilka godzin lub dni. Autor słów staje się chwilowym celebrytą, a jak jeszcze dorzuci kilka następnych, równie mocno wzbudzających emocje, może zagościć w programach telewizyjnych, radiowych i na łamach prasy na dłużej. Widzą Państwo w takim mechanizmie rzetelną informację? Ja mam raczej wrażenie, jakbym buszowała po stronach internetowych z plotkami o tzw. gwiazdach naszego show-biznesu albo przeglądała tego typu prasę. Byleby było szokująco! A jak dołożę do tego jeszcze, że politycy biegają od studia do studia (telewizyjnego, radiowego) i wypowiadają się dla dziennikarzy prasowych, to się pytam, kiedy oni mają czas pomyśleć o właściwej realizacji zadań, które mają wykonać. I pytam również: jaką zasadą kierują się tu dziennikarz i jego szefowie. Odpowiedź znam, podobnie jak Państwo. Liczą się słupki oglądalności, słuchalności i czytelnictwa. A że później Polacy mówią, iż politycy bredzą, a media manipulują, kogo to obchodzi.

Nie lepiej w środkach masowego przekazu wypada władza sądownicza. Upadek jej autorytetu obserwujemy od lat. Nie chcę powiedzieć, że w tym procesie media odgrywają decydującą rolę, bo tu wymiar sprawiedliwości - dostosowując się do choasu panujące go w różnych obszarach polskiego państwa - jest sam sobie winien; no, może politycy też mu pomagają. Ale jeśli media widzą źdźbło w oku trzeciej władzy, to powinny też dostrzec belkę w swoim. Może i wiedzą, że ona jest, ale publicznie udawały, że nie ma (jakieś dyskusje toczyły się w branży, ale zupełnie niemrawe). Trzeba było tekstu ks. Artura Stopki "Dziennikarz z reklamą" ("Rzeczpospolita" z 9 października br.), a wcześniej materiału Cezarego Łazarewicza "Orzeł może" ("Tygodnik Powszechny", 37/2013), by problem współczesnych mediów ujrzał światło dzienne. Jaki to problem? Ano z niezależnością, obiektywnością i wiarygodnością właśnie, przy której wykrzywialiśmy się na początku tego felietonu.

Te filary dziennikarstwa zaczęły się chwiać. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele. Wymienię tylko trzy, które uważam za podstawowe: 1) nowe technologie i nowe media, które wraz z nimi się pojawiły (internet, aplikacje na tablety i smartfony), 2) tabloidy, których funkcjonowania na polskim rynku kiedyś sobie nie wyobrażaliśmy, a dziś są i być powinny stałym elementem krajobrazu, 3) nowe modele biznesowe wydawców, którzy muszą bardziej stawiać na pozyskiwanie reklamodawców niż na sprzedaż treści, aby mieć finansowanie swojej działalności i zyski, bo wciąż nie wymyślili dobrego sposobu zarabiania w internecie, którego użytkownicy są przyzwyczajeni do wszystkiego za darmo. I co mamy w efekcie? Media o określonej orientacji politycznej (chciałabym rzec: światopoglądowej), ale to jest jeszcze do przejścia, skoro jest spora grupa czytelników, widzów i słuchaczy, którzy lubią taką jednostronność. Gorzej, że informacja zaczyna pokrywać się z reklamą lub zawierać lokowanie produktu. Na to ostatnie polskie prawo pozwala w filmach, serialach, audycjach sportowych i rozrywkowych z wyjątkiem audycji dla dzieci - i to przy wyraźnym oznaczeniu oraz bez bezpośredniego zachęcania do nabycia produktu. Ale nie w tekstach i programach informacyjnych czy publicystycznych. Do tego jeszcze mamy nowe zjawisko: dziennikarz reklamuje jakiś konkretny produkt. Na poparcie takich działań są przytaczane słowa Lewisa Dvorkina, chief product officera Forbes Media, o tym, że tradycyjne dziennikarstwo wypracowało zestaw standardów, które długo i dobrze służyły mediom oraz ich odbiorcom, ale mamy nowe czasy i trzeba na nowo układać relacje media - reklamodawcy - odbiorcy oraz definiować wpływ produktów reklamowych na wiarygodność dziennikarską. Podpiera się nimi zwłaszcza Tomasz Machała, szef portalu NaTemat.pl, dodając od siebie, że "nie dajemy prawa starej gwardii mówić, jakich standardów mamy się trzymać. Nie wypracowaliśmy własnych standardów i potrwa to jeszcze chwilę".

Stare standardy są be, a nowych jeszcze nie ma. Więc wszystko dozwolone? Można robić czytelnikom, słuchaczom i widzom wodę z mózgu i traktować ich jak idiotów, co to nie rozróżniają informacji od reklamy? Można ustawiać dziennikarzy w roli sprzedajnych marionetek, co to za określoną sumę przygotują tekst lub program, jaki chce reklamodawca, albo opowiedzą w nim o produkcie, żeby zleceniodawca był zadowolony (potrzebę odbiorcy się wykreuje)? Czy chodzi o to, aby Kazik lub ktoś inny zaśpiewał: wszyscy dziennikarze to prostytutki? Nie wyobrażam sobie, aby media nowej generacji odpowiadały sobie na te pytania twierdząco, a jeśli tak, to należę do grupy dinozaurów, którym grozi wyginięcie (zresztą już to usłyszałam). Zgadzam się z ks. Stopką, że potrzebna jest debata o mediach w naszym kraju i że potrzebna jest ciągłość między starymi i nowymi mediami. Oczywiście w zakresie standardów. Inaczej niezależność, obiektywność i wiarygodność to będą naprawdę puste słowa.

Liczą się słupki oglądalności. A że później Polacy mówią, iż politycy bredzą, a media manipulują, kogo to obchodzi

@RY1@i02/2013/212/i02.2013.212.00000270a.803.jpg@RY2@

Jadwiga Sztabińska redaktor naczelna

Jadwiga Sztabińska

 redaktor naczelna

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.