Niegotowi na bogactwo
Nawet w bajkach i legendach, żeby coś zdobyć, trzeba włożyć jakiś wysiłek - a to wydać zawartość sakiewki otrzymanej od złotej kaczki w jeden dzień, a to rozsądnie sformułować życzenia do złotej rybki, nie mówiąc już o pokonywaniu smoków czy przechytrzaniu 40 rozbójników. I chyba tylko naszym decydentom wydaje się, że bezmiar bogactwa przyjdzie sam.
Pisaliśmy w DGP o nadziejach związanych z bogactwem drzemiącym w skałach łupkowych. Pokazywaliśmy, jakie rozwiązania wprowadzono w USA i jak ten kraj na tym wyszedł, zamieniając się z importera w paliwową potęgę. Pisaliśmy o naciskach różnych sił wewnątrz i na zewnątrz Unii, zainteresowanych powstrzymaniem łupkowej rewolucji w Europie. Czas płynął, politycy dzielili skórę na niedźwiedziu. Nie bardzo mieli tylko pomysł, albo raczej tych pomysłów było za dużo, jak się uporać ze sprawami, które trzeba było czym prędzej załatwić. Nie zadbali o to, by stworzyć prawne i podatkowe regulacje, które dałyby nam szansę przynajmniej dowiedzieć się, czy pod naszymi stopami faktycznie jest wielki skarb, a jednocześnie zapewnić zyski firmom poszukującym gazu w łupkach. Ich entuzjazm słabł wraz z wydłużającym się oczekiwaniem na konkrety ze strony polskich władz. Wstrzymują inwestycje w poszukiwania, bo nie mają pewności, czy im się to opłaci. Teraz, kiedy europejskie przepisy dodatkowo utrudnią im życie, wywieranie administracyjnych nacisków przez rząd może nie być już wystarczającym argumentem. Mają tę przewagę, że zawsze mogą zwinąć manatki i poszukać na świecie miejsc, gdzie o inwestorach myśli się bardziej poważnie. Ich na to stać. Nas nie.
Piotr Buczek
zastępca kierownika działu branże i firmy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu