Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Droższe owoce to nie inflacja

30 czerwca 2018

Inflacja jeszcze kilka miesięcy temu była najniższa od czasów transformacji z gospodarki centralnie planowanej w rynkową. Długo jednak nie cieszyliśmy się - jeśli to w ogóle powód do zadowolenia - wzrostem cen w okolicach zera. Inflacja szybko podskoczyła do ponad procenta i ekonomiści nie spodziewają się, by miała spadać.

Dobrze jednak przyjrzeć się powodom tego wzrostu. Lipcowy wyskok był spowodowany drastycznymi podwyżkami opłat za wywóz nieczystości, które zawdzięczamy wejściu w życie ustawy śmieciowej. A na jesieni inflację pchają w górę drożejące warzywa i owoce. To z kolei efekt niesprzyjającej w tym roku pogody. Długa zima opóźniła start wschodzenia roślin, zmniejszając zbiory. A były one jeszcze niższe przez wakacyjną suszę. Efekt? Kilkudziesięcioprocentowe w skali roku wzrosty cen wielu warzyw i owoców. Jak widać, ziemniaki i jabłka w konkretny sposób przekładają się na sytuację makroekonomiczną. Ekonomiści wyliczają, że we wrześniu połowa rocznego wskaźnika inflacji to "efekt żywnościowy".

Ale skoro połowa inflacji przypada na żywność, to znaczy, że wszystko inne drożeje o kilka dziesiątych części procentu. Droższa zielenina z pewnością wiele osób uderzy po kieszeni (a na pewno będą powody, by ponarzekać w kolejkach do warzywniaków), ale stojące w miejscu ceny całej reszty koszyka świadczą o tym, że presja inflacyjna to jedna z ostatnich rzeczy, jakich możemy się dziś obawiać.

@RY1@i02/2013/196/i02.2013.196.00000020a.802.jpg@RY2@

Łukasz Wilkowicz zastępca kierownika działu branże i firmy

Łukasz Wilkowicz

zastępca kierownika działu branże i firmy

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.