Komisja, w którą nie wierzą sami jej członkowie
Brak twardych kompetencji i interesu poszczególnych stron, aby się porozumieć, przesądziły o tym, że komisja trójstronna to ciało ułomne. Jeśli doliczymy kompletną niewiarę uczestników dialogu w to, że w trakcie prac uda się ustalić korzystne dla wszystkich rozwiązanie i brak choćby minimalnego zaufania do rozmówców - dodajmy bardzo często uzasadniony - staje się jasne, że jest to organ pozbawiony znaczenia. Musiało się tak stać, skoro komisji nie szanują nawet sami jej członkowie, w czym w ostatnich latach przede wszystkim celuje rząd. Zawieszenie uczestnictwa w pracach komisji przez związkowców lub ewentualny ich powrót do rozmów nie ma więc żadnego znaczenia. Równie dobrze mogliby ogłosić, że występują z kapituły Orderu Uśmiechu lub chcą wypowiedzieć wojnę Gabonowi. To samo dotyczy zresztą pracodawców (którzy teraz wylewają krokodyle łzy nad losem komisji), i co gorsza - rządu. Z nimi czy bez nich komisji trójstronnej i tak nie rozwiąże żadnych istotnych problemów.
Powołana w 1994 r. komisja została prawnie umocowana ustawą dopiero w 2001 r. I od razu sprowadzona do roli konsultanta, doradcy, co najwyżej wnioskodawcy, którego znaczenie zależy wyłącznie od dobrej woli rządu. Ma przyjąć stanowisko w sprawie założeń projektu budżetu państwa, przedstawić propozycję wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, a także minimalnego wynagrodzenia za pracę. Nic wiążącego, nic, co naprawdę zmuszałoby rząd do siadania przy stole rozmów z pracodawcami i związkami. O tym, jak słabe to kompetencje, a przy okazji, jak obcesowo obchodzą się z ustaleniami komisji poszczególne strony, pokazały negocjacje płacy minimalnej w 2010 r. Partnerzy społeczni dogadali się na forum komisji, że w 2011 r. ma ona wynieść 1408 zł. Rada Ministrów ustalenia te zignorowała i samodzielnie ustaliła, że będzie to kwota 1386 zł. Stało się tak, mimo że w negocjacjach najniższej pensji na forum komisji brała udział Jolanta Fedak, ówczesna minister pracy, i Waldemar Pawlak, ówczesny wicepremier i szef komisji. Inny przykład: jako sukces komisji trójstronnej przedstawia się porozumienie pracodawców, związkowców i rządu w sprawie wprowadzenia ustawy antykryzysowej (obowiązywała od 22 sierpnia 2009 r. do końca 2011). Tyle że rząd zobowiązał się też wówczas do określenia harmonogramu wzrostu płacy minimalnej do połowy przeciętnego wynagrodzenia. Ustawa dawno przestała już obowiązywać, a władza nadal z obietnicy tej się nie wywiązała. Wreszcie same rozwiązania antykryzysowe, wynegocjowane przez partnerów, zostały tak źle zapisane przez rząd w przepisach, że tylko wrodzonej niechęci Polaków do sądów zawdzięcza on brak konieczności wypłaty odszkodowań dla pracowników.
Partnerzy społeczni nie są jednak lepsi. Chcą tylko rozmawiać o rozwiązaniach korzystnych dla siebie. Związki zawodowe traktują każdą próbę zmiany w kodeksie pracy jak zamach na wolność, nawet jeśli nie szkodzą one zatrudnionym, a mogą ulżyć firmom. Zapominają przy okazji, że wyśrubowane przepisy kodeksu pracy zachęcają do zatrudnienia na umowy cywilne czy przyjmowania samozatrudnionych. Pracodawcy działają podobnie. Od lat nie są w stanie wyłonić własnej reprezentacji, która ze związkami mogłaby zawierać układy zbiorowe. Po co, skoro nie można w nich wprowadzić rozwiązań gorszych dla pracowników niż te kodeksowe. To właśnie ta nieufność, przekonanie, że druga strona tylko czeka, aby kogoś wykiwać, brak wiary w sytuację win-win przekreśla szanse na owocne działanie komisji.
Puentę zostawiam samym członkom KT. Jeden z nich na pytanie dziennikarza DGP czy był na dzisiejszym posiedzeniu zespołu problemowego komisji, odparł: "Nie. Ale skomentować je mogę". Inny na pytanie, jak ocenia konkretną propozycję zmiany w kodeksie pracy przedłożoną w trakcie posiedzenia zespołu odpowiedział: "Oficjalnie: bardzo dobrze. Nieoficjalnie: nie ma szans na wejście w życie". Kto, jeśli nie oni, ma wierzyć w to, że funkcjonowanie komisji trójstronnej w dzisiejszej formule ma jeszcze jakikolwiek sens.
Zawieszenie pracy w komisji trójstronnej przez związkowców lub ich powrót nie ma już znaczenia. Równie dobrze mogliby ogłosić, że występują z kapituły Orderu Uśmiechu lub wypowiedzieć wojnę Gabonowi
@RY1@i02/2013/196/i02.2013.196.00000040a.803.jpg@RY2@
Łukasz Guza kierownik działu praca
Łukasz Guza
kierownik działu praca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu