Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Gdzie adwokat mdleje, a sędzia się przeziębia

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W warszawskim sądzie na Czerniakowskiej w kolejnej, bodajże trzeciej godzinie przesłuchiwania biegłego, na małej sali przepełnionej ludźmi, najzwyczajniej zasłabłem. Czarne plamy przed moimi oczami, jak się później okazało, spowodowane były spadkiem ilości tlenu w pomieszczeniu, a to dzięki wyłączeniu nawiewu klimatyzacji. Rozumiem decyzję sędziego. Wszak paszcza klimatyzatora non stop, przez cały dzień wiała zimnym wiatrem prosto w jego twarz, powodując w najlepszym razie notoryczne przeziębienie. Tylko kto mógł przewidzieć, że zamknięcie nawiewu odcina dopływ tlenu, a jego włączenie grozi poważnym schorzeniem zatok?

Tak postawione pytanie bynajmniej nie jest retoryczne. Ja wiem, kto mógł to przewidzieć. To projektant, którego obowiązkiem było zaprojektowanie budynku użyteczności publicznej nie tylko tak, by się nie zawalił, lecz także by spełniał wymogi bezpieczeństwa oraz zapewniał godziwe warunki pracy. By sędziowie się nie przeziębiali, a adwokaci nie mdleli z braku tlenu.

Wymiar sprawiedliwości sukcesywnie powiększa zasoby lokalowe. Coraz to otwiera się nowy gmach sądu. Czy zawsze jednak jest bezpiecznie? Niezależnie od tego, kogo ochroniarze będą kontrolować na bramce (niedawno kuriozalne zarządzenie w jednym ze stołecznych sądów spowodowało, że nie kontrolowano pracowników sądów i prokuratorów, ale kontrolowano adwokatów; jednej z koleżanek odebrano pilnik do paznokci), nie zapomnę sytuacji, którą zaobserwowałem w rzeczonym sądzie przy ul. Czerniakowskiej. Kto był, ten wie, jak szerokie są korytarze przed salami rozpraw. Zdarzyło się, że któregoś razu na rozprawę oczekiwali biegli z Politechniki Śląskiej, doświadczeni eksperci z zakresu budownictwa, którzy mieli wydać opinię w skomplikowanej sprawie obejmującej m.in. problematykę warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i budowle. Czekając na wywołanie sprawy, pan doktor inżynier, człowiek niezbyt dużego wzrostu, rozłożył obie ręce i bez większego trudu dotknął palcami obu ścian korytarza. Stojąc w takiej dziwnej pozie spojrzał pytająco na kolegę adiunkta, który przecząco pokręcił głową. Nie musiałem o nic pytać. Ale z chęcią usłyszałbym od osób odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa w tym budynku, czy siedząc na sali rozpraw, nie ryzykujemy przypadkiem życia? Czy w razie (odpukać) pożaru, drogi ewakuacyjne zapewnią wszystkim możliwość ucieczki, skoro w normalnych warunkach trudno się przecisnąć, nie zawadzając o stopy osób siedzących na wąskich ławeczkach?

I jeszcze jedno, co nie wynika z żadnego przepisu, ale o czym warto pamiętać, wydając różnego rodzaju zarządzenia porządkowe. Zadzwonił do mnie kiedyś kolega architekt, który zamierzał przystąpić do konkursu na zaprojektowanie budynku sądu. Chciał wiedzieć, jak powinien wyglądać układ funkcjonalny budynku i sal rozpraw. Pytał o detale: gdzie siedzi prokurator, gdzie strony, a gdzie oskarżony.

Na koniec spytał o najbardziej użyteczną dla adwokata funkcjonalność w budynku sądu. Odpowiedziałem szczerze: ławeczka w toalecie, na której bez obaw mógłbym położyć togę, teczkę i akta.

@RY1@i02/2013/194/i02.2013.194.183001300.803.jpg@RY2@

Rafał Dębowski adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej

Rafał Dębowski

adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.