Puk, puk w czoło licencjata
Dziś o licencjacie, w telegraficznym stylu, bo mam mało miejsca, czego nie lubię. To nie licencjat sam w sobie jest zły. Zły jest system edukacji, polska szkoła. Jeśli studiować idą niedouczeni analfabeci (niemal), to żadna organizacja nauki - choćby niebiańska - nie będzie im pasować. No, zwłaszcza że są kraje, w których taki dwuetapowy system edukacji działa. W niektórych nawet tak dobrze, że ich uniwersytety zajmują czołowe miejsca w światowych rankingach (USA, Anglia). Weszliśmy w licencjaty między innymi dlatego, że chcieliśmy prymusom dorównać. A także sprawić, żeby nasze dyplomy wyższych uczelni były porównywalne do tych zagranicznych. Wtedy nasi absolwenci nie będą musieli swoich dyplomów nostryfikować. Temu miało służyć wejście Polski do procesu bolońskiego (porozumienie o utworzeniu Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego). Ale i to udało nam się zepsuć. Zamiast jednego spójnego systemu mamy kilka. I bałagan, jak zwykle. I już nie wiadomo, kto ma jakie wykształcenie - stary podział na podstawowe, zawodowe, średnie i wyższe przestał odpowiadać rzeczywistości. Bo co z gimnazjalnym? I jeśli ten, który zrobił licencjat, ma wykształcenie wyższe, to jakie ma ten, który zrobił studia magisterskie, ale nie obronił pracy? Jedno jest pewne: z licencjatem czy bez dyplom polskiej wyższej uczelni niewiele już znaczy. Za co możemy sobie sami pogratulować.
@RY1@i02/2013/191/i02.2013.191.000000200.802.jpg@RY2@
Mira Suchodolska sekretarz redakcji
Mira Suchodolska
sekretarz redakcji
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu