Taleb. Szarlatan czy buntownik?
Może powinienem być delikatniejszy. Rozprawić się z tą książką w białych rękawiczkach. Napisać, że to odważna, zmuszająca do myślenia prowokacja głośnego autora, choć to czy tamto można by rzecz jasna zrobić lepiej. Ale niestety nie mogę. I wydaje mi się, że Jadwiga Sztabińska była dla Nassima Taleba zbyt łaskawa, poświęcając jego "Antykruchości" jeden ze swoich niedawnych felietonów. Bo moim zdaniem Taleb to jeden z bardziej przecenianych autorów ostatnich lat. Może nawet szarlatan. A już na pewno podszywający się pod buntownika pyszałek.
Urodził się w Bejrucie. Potem w USA był traderem. Wreszcie zdecydował, że zostanie zawodowym intelektualistą. Sławę przyniosła mu wydana w 2007 r. książka "Czarny łabędź" (wkrótce ma się ukazać również po polsku). Wyśmiewał w niej tych wszystkich ekonomistów i analityków, którzy wyrobili sobie nazwiska, wypowiadając się na temat przyszłości gospodarki czy rynków finansowych. A przecież przyszłości przewidzieć się nie da. Książka, choć teza specjalnie odkrywcza nie była, dobrze wpisała się w klimat towarzyszący wybuchowi kryzysu ekonomicznego. Zawodowi spece od gospodarki byli na cenzurowanym. Nawet królowa angielska pytała na spotkaniu ze śmietanką brytyjskiej myśli ekonomicznej: dlaczego nikt z was nie przewidział tego całego kryzysu?
Minęło kilka lat, a Taleb tylko utwierdził się w przekonaniu, że jest geniuszem. Daje temu wyraz co rusz, ogłaszając, kim aktualnie... pogardza. Nie znosi na przykład kręgów akademickich (co niejednokrotnie manifestuje w "Antykruchości"). Jego zdaniem na uniwersytetach dominuje mentalność "harwardzko-bolszewicka" (to jego słowa), a na takim podglebiu rodzą się najgorsi konformiści i antyinnowacyjne umysły. Aż dziw bierze, że nie przeszkadza mu to wykładać na Uniwersytecie Nowojorskim. Taleb nie znosi też dziennikarzy. Uważa ich bowiem za istoty mocno ograniczone. A już na pewno niezdolne do zrozumienia głębokości jego myśli. Wywiadów rzecz jasna nie udziela. A jeśli już, to wyglądają one tak, jak niedawno na łamach niemieckiego tygodnika "Die Zeit". Czytelnicy tej gazety dostali zapis rozmowy, którą z Talebem przeprowadził jego szwajcarski przyjaciel i autor bestsellerów Rolf Dobelli. Na zdjęciu, które towarzyszyło materiałowi, obaj mędrcy spacerowali po molo w przepięknej szwajcarskiej miejscowości Ascona. Z jednej strony góry, z drugiej idylliczne jezioro Maggiore. Pogrążeni w rozmowie na tematy ważkie, których żaden głupi dziennikarz albo podrzędny ekonomista by nie zrozumiał.
Dlaczego tak dużo o Talebie, a tak mało o samej "Antykruchości"? No cóż, gdybym miał napisać o samej książce, musiałbym zakończyć po czterech zdaniach (i to krótkich). Mniej więcej takich: Nassim Taleb napisał książkę o tym, że warto być w życiu, biznesie i gospodarce antykruchym. To znaczy nie bać się ryzyka, wyzwań i ochoczo brać się z życiem za bary. Bo jak komuś (człowiekowi, systemowi, gospodarce) jest zbyt wygodnie, to gnuśnieje. I w ostatecznym rozrachunku przegrywa. Wszystko to jest najświętsza prawda. Ale biorąc pod uwagę legendę, jaką od lat roztacza wokół siebie Taleb oczekiwałem dużo dużo więcej.
@RY1@i02/2013/188/i02.2013.188.000002800.802.jpg@RY2@
Nassim Nicholas Taleb, "Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy", Kurhaus, Warszawa 2013
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu